Reklama

Przybywa uczulonych na pokarmy

To kolejna epidemia! Co 3 minuty na szpitalne izby przyjęć trafiają pacjenci z objawami alergii i nietolerancji pokarmowej, a w ostatnich dziesięciu latach liczba chorych, którzy z powodu alergii pokarmowej wymagali pobytu na SOR-ze wzrosła aż siedmiokrotnie. Lekarze biją na alarm, bo winne temu zanieczyszczenie środowiska i zły styl życia. Specjaliści ostrzegają też przed nowymi alergiami.

Monika Jendrzejewska, RMF MAXXX: To prawda, że liczba alergii rośnie?

Reklama

Prof. Zbigniew Bartuzi, alergolog: Tak. Od pewnego czasu notujemy, właściwie we wszystkich ośrodkach epidemiologicznych na świecie wzrost liczby pacjentów z alergiami i nietolerancjami pokarmowymi. Według danych Europejskiej Akademii Alergologii i Immunologii Klinicznej w ciągu ostatnich 10 lat liczba pacjentów z alergią pokarmową zwiększyła się dwukrotnie, a liczba pacjentów z tzw. niepożądanymi reakcjami pokarmowymi, które wymagały pobytu na oddziałach ratunkowych zwiększyła się aż siedmiokrotnie. To dowód na to, że mamy do czynienia z niebywałym wzrostem zachorowań, który już właściwie nazywany jest epidemią.

Z czego wynika wzrost zachorowań?

- Problem jest złożony. Z jednej strony przez zmianę stylu życia. W ostatnich kilkudziesięciu latach zauważamy tzw. westernizację. Chodzi o to, że na ogół spożywamy coraz mniej naturalne produkty z różnego rodzaju dodatkami, przy ograniczonym czasie przebywania na świeżym powietrzu. A jeśli już wykazujemy pewnego rodzaju aktywność fizyczną, to  w środowisku zanieczyszczonym. Zanieczyszczenie gleby, wody, a co za tym idzie - zanieczyszczenie pokarmów, które przyjmujemy sprzyja alergii na pokarmy.  Poza tym jest jeszcze jedna dość istotna rzec - ta zmiana stylu życia i wiążąca się z tym zmiana przyjmowanych pokarmów sprawia, że flora jelitowa ulega również zmianom. A Flora jelitowa decyduje o odpowiedzi immunologicznej - decyduje, o tym czy zapadamy na procesy związane z nadwrażliwością czy nie.  Tych przyczyn jest bardzo dużo i one są przedmiotem bardzo licznych konferencji i wykładów.

Czy mamy jakikolwiek wpływ na to żeby uchronić się przed alergią?

- Problem wymaga działań nie tylko ze strony samego zainteresowanego, ale również działań decydentów, bo np. zanieczyszczenie środowiska naturalnego nie zależy tylko od pojedynczej osoby, która chciałaby oddychać czystym powietrzem, jeść nieskażony pokarm i pić nieskażoną wodę. To co pojedyncze osoby mogą zrobić, to starać się spożywać jak najmniej tzw. ulepszaczy i konserwantów czy różnego rodzaju dodatków do pokarmów, które mogą sprzyjać alergizacji. Ważne, by pamiętać, że procesy alergiczne - bo nietolerancja pokarmowa, to jest co innego - są poniekąd uwarunkowane działaniem genów. Po prostu pewne predyspozycje dziedziczymy. To jednak nie znaczy, że dziedziczenie odpowiedzialnych za alergię genów jest warunkiem koniecznym do jej wystąpienia. O tym decydują jeszcze czynniki dodatkowe. Są jednak pacjenci, którzy mają predyspozycje, ale nigdy nie będą mieli alergii i są tacy, którzy nie mają predyspozycji, a cierpią z powodu ciężkiej alergii.  Alergiato też proces, który polega na zaangażowaniu układu immunologicznego. Nietolerancja natomiast najczęściej wynika z niedoborów enzymatycznych. Z tym łatwo sobie poradzić. Jeżeli pacjent ma niedobór enzymu np. laktazy i nie może pić mleka, to przyjmując określone leki może to mleko spożywać sobie bezkarnie. W przypadku alergii tak nie jest. Tu mamy do czynienia z trwałym procesem, który polega tylko i wyłącznie na unikaniu konsekwencji. Także to jest ta różnica. Bardzo często mamy pacjentów, którzy są do nas kierowani z alergią, a okazuje się, że to jest nietolerancja. Wykonujemy wtedy szereg badań, które pozwalają wykluczyć alergię i takie, które potrafią potwierdzić nietolerancję. Są to m.in. badania krwi, ale też tzw. testy wodorowe. Pacjent przyjmuje wówczas określony pokarm i potem badamy stężenie wodoru.  Ponieważ jesteśmy ośrodkiem referencyjnym i do nas, do Bydgoszczy są kierowane najtrudniejsze przypadki, to widzimy, że na trzech kierowanych do nas z rozpoznaniem alergii pokarmowej pacjentów, tylko jeden spełnia te kryteria. Dwóch ma nietolerancję pokarmową, którą się zupełnie inaczej leczy. W przypadku alergii pokarmowej sytuacja jest dodatkowo skomplikowana, bo tylko 40 proc. reakcji ma charakter natychmiastowy, czyli po spożyciu określonego pokarmu objawy pojawiają się po kilkunastu, kilkudziesięciu minutach. Wówczas  znalezienie związku przyczynowo-skutkowego jest proste: jadłem - mam objawy. Ale 60 proc. pacjentów ma objawy dopiero na drugi, trzeci dzień. I taką dolegliwość jak ból głowy, która u alergików jest nierzadka, trudno skojarzyć np. z serem, który się jadło 2 dni temu. W związku z tym bardzo często mamy do czynienia z pacjentami, którzy całymi latami chodzą od gabinetu do gabinetu, szukając pomocy, ale jej nie znajdują - bo nie udaje się naprowadzić lekarza na to, że dolegliwości mogą być związane z jakąś alergią. 


Dowiedz się więcej na temat: alergia | alergie pokarmowe

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje