Reklama

91-latka "ożyła" w kostnicy. Na czym polega syndrom Łazarza?

Historia Pani Janiny Kołkiewicz z Ostrowa Lubelskiego znana jest na całym świecie. 91-latka została uznana za zmarłą. Po badaniu lekarskim ciało kobiety zostało przewiezione do kostnicy. 11 godzin później staruszka się obudziła. Była w doskonałym stanie i poprosiła grabarza o herbatę. Janina Kołkiewicz nie jest jedyną osobą, która "powróciła z zaświatów". Na czym polega syndrom Łazarza i jak często występuje?

Syndrom Łazarza: Gdy "zmarły" ożywa

Odnotowane na świecie przypadki syndromu Łazarza sprawiają, że tafefobia, a więc paniczny lęk przed pogrzebaniem żywcem, wydaje się bardziej uzasadniona. 

Autoresuscytacja to niezwykle rzadkie i bardzo trudne do wytłumaczenia zdarzenie medyczne. Polega ono na nagłym i niespodziewanym powrocie krążenia u osób, u których wcześniej doszło do jego zatrzymania. Zjawisko autoresuscytacji nazywane jest potocznie syndromem Łazarza. Określenie to nawiązuje do biblijnej sceny, w której Jezus wskrzesił mężczyznę z Betanii kilka dni po jego śmierci.

Czytaj również: Oto co dzieje się z ciałem 48 godzin przed śmiercią

Reklama

Do syndromu Łazarza, a więc "powrotu do żywych" osób, które zostały po oględzinach lekarskich uznane za zmarłe, zazwyczaj dochodzi w niedługim czasie od stwierdzenia zatrzymania akcji serca. Według statystyk i badań aż 82 proc. pacjentów, którzy doświadczyli tego nietypowego zjawiska, "ożyło" po zaledwie kilkunastu minutach. U niespełna połowy z nich (45 proc.) po przebudzeniu nie zdiagnozowano większych problemów neurologicznych. Funkcje życiowe wracały samoistnie, a pacjenci czuli się dobrze. 

Niektóre przypadki pokazują jednak, że krążenie może powrócić nawet po kilkunastu godzinach od stwierdzenia zgonu.

Naukowcy nie potrafią jednoznacznie stwierdzić, jak dochodzi o autoresuscytacji. W konsekwencji nie wiedzą, kiedy syndrom Łazarza może się pojawić. Lekarze jak dotąd opracowali kilka teorii, jednak żadna nie jest uznawana za oficjalną.

Niektórzy eksperci są zdania, że nagły powrót krążenia może być opóźnioną reakcją na podane w trakcie resuscytacji leki - w szczególności na adrenalinę. Inni twierdzą, że zjawisko jest wynikiem podwyższonego ciśnienia w klatce piersiowej (do wzrostu ciśnienia dochodzi w wyniku reanimacji). Chociaż obie teorie wydaje się uzasadnione, żadna z nich nie tłumaczy, jak dochodzi do syndromu Łazarza u osób, które wcześniej nie były poddane resuscytacji, a ich krążenie ustąpiło w warunkach "domowych". Takie przypadki też zostały opisane.

Syndromu Łazarza nie należy mylić z tzw. pośmiertnym odruchem Łazarza. Drugie zjawisko jest o wiele częstsze. Polega ono na niekontrolowanych ruchach (najczęściej na ruchu głowy oraz kończyn górnych), które pojawiają się u zmarłego. W przypadku odruchów Łazarza u pacjentów nie dochodzi jednak do przywrócenia funkcji życiowych.

Janina Kołkiewicz obudziła się w chłodni. Grabarz natychmiast poinformował rodzinę

Pani Janina z Ostrowa Lubelskiego w 2014 roku miała 91 lat. Ze względu na zaawansowany wiek, cierpiała na różne dolegliwości, które utrudniały jej codzienne funkcjonowanie. Staruszką opiekowała się rodzina. Bliscy dbali, by kobiecie niczego nie brakowało.

6 listopada Tadeusz Kołkiewicz, zaniepokojony zbyt długą ciszą w pokoju cioci, postanowił sprawdzić, czy tej nic nie dolega. Gdy mężczyzna wszedł do pomieszczenia, pani Janina była już nieprzytomna. "Myślałem, że zemdlała. Sprawdziłem jej puls i niczego nie wyczułem" - wspominał 60-latek w rozmowach z mediami. "Podniosłem jej nogę i też nie było reakcji" - tłumaczył. Wówczas pan Tadeusz postanowił wezwać lekarkę z miejscowego ośrodka zdrowia. Wszystko wskazywało na to, że jego 91-letnia ciocia zmarła.

Specjalistka na miejscu stwierdziła zgon pacjentki. Lekarka z ponad 20-letnim doświadczeniem wystawiła akt zgonu. Pan Tadeusz udał się wówczas do urzędu stanu cywilnego i zakładu pogrzebowego, by dopełnić pozostałych formalności. W akcie zgonu wpisana została przyczyna: zespół sercowo-płucny. Ciało pani Janiny przewieziono do miejscowej chłodni. Rodzina ustalała datę pogrzebu z księdzem.

Do pochówku jednak nie doszło. Po 11 godzinach od zgonu grabarz otworzył worek ze zwłokami. Widoku, który wówczas zobaczył nie zapomni nigdy.

Przeczytaj także: Życie po śmierci - czym jest śmierć kliniczna?

Staruszka, która formalnie od kilkunastu godzin już nie żyła, miała otwarte oczy i poruszała źrenicami. Pani Janina po chwili wyciągnęła w stronę grabarza rękę. Mężczyzna natychmiast powiadomił o zdarzeniu rodzinę. Wezwał również lekarkę, by ta zajęła się kobietą, która "wróciła z zaświatów".

Lekarka po obserwacji stwierdziła oczywiście, że pacjentka żyje. Co ciekawe, pani Janina czuła się dobrze i była w dobrej kondycji. Specjalistka nie widziała więc potrzeby, by przetransportować staruszkę do szpitala. 91-latka prosto z kostnicy wróciła do domu. Rano - jak gdyby nigdy nic - z apetytem zjadła śniadanie. "Ciocia wypiła herbatę. Ogrzaliśmy ją i przebraliśmy" - wytłumaczył Tadeusz Kołkiewicz.

Historią pani Janiny zainteresowały się zarówno polskie, jak i światowe media. Jakim cudem 91-latka "powróciła do żywych"? Ekspertyzy lekarskie nie pozostawiają wątpliwości. Pani Janina Kołkiewicz z Ostrowa Lubelskiego doświadczyła syndromu Łazarza.

Pani Janina nie jest jedyna. Oni też "powrócili z zaświatów"

Jak często występuje syndrom Łazarza? Od 1982 roku - wówczas zjawisko zostało po raz pierwszy opisane w literaturze medycznej - odnotowano jedynie 65 podobnych przypadków. Osiemnaście z tych osób po odzyskaniu świadomości powróciło do sprawności sprzed zatrzymania krążenia. Lekarze zaznaczają, że mimo postępu, jaki dokonuje się w medycynie, niezwykle trudno jest precyzyjnie ustalić częstotliwość występowania tego zjawiska. "Zmarli" budzą się bowiem w różnych okolicznościach i w różnych odstępach czasu. Niewykluczone, że nie zawsze ich "powrót do żywych" zostaje rozpoznany przed pogrzebem. 

Pewne jest jednak to, że pani Janina nie jest jedyną osobą, u której funkcje życiowe powróciły po stwierdzeniu zgonu. W 2014 roku w Stanach Zjednoczonych odnotowano analogiczny przypadek. 78-letni mężczyzna został wówczas uznany za zmarłego po tym, jak pielęgniarka znalazła go bez wyczuwalnego pulsu. Staruszek "ożył" następnego dnia rano - podobnie jak pani Janina z Ostrowa Lubelskiego obudził się w kostnicy.


Zobacz również: 
Jakie są przyczyny przedwczesnej śmierci?

***

INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: nie żyje
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Strona główna INTERIA.PL
Polecamy