Rząd nie odróżnia pomocy społecznej od praw człowieka

Ciągnący się tygodniami protest osób niepełnosprawnych i ich rodziców w Sejmie ukazuje bezsilność strony rządowej. Protestujący otrzymują wsparcie m.in. ze strony Rzecznika Praw Obywatelskich. "Niepełnosprawni mają prawo do takiego samego życia, jak pozostali, a rząd mówi, że zapewni im pieluchomajtki. Mam wrażenie, że w rządzie panuje przeświadczenie, że rozmawiamy o pomocy społecznej, a nie o prawach człowieka" - mówi dr Sylwia Spurek, zastępczyni Rzecznika Praw Obywatelskich ds. Równego Traktowania.

Adam Wieczorek, Interia: Spotykała się pani z protestującymi w sejmie rodzicami osób niepełnosprawnych i samymi niepełnosprawnymi. Jakie są ich postulaty? 

Reklama

Sylwia Spurek, zastępczyni Rzecznika Praw Obywatelskich ds. Równego Traktowania: Postulaty rodziców osób niepełnosprawnych sprowadzają się do 21 rekomendacji. Na pierwsze miejsce wybija się realizacja prawa do niezależnego życia. Natomiast protestujące od kilkudziesięciu dni w sejmie osoby mówią o dwóch najważniejszych z tego obecnie postulatach, które mają charakter finansowy. Chodzi o zrównanie renty socjalnej z rentą ZUS, ale też o świadczenie rehabilitacyjne w wysokości 500 zł, udzielane osobie z niepełnosprawnością.  

Rząd oddzielił protestujących od świata zewnętrznego, a jednocześnie rozpoczął prace, w których nie uwzględnił głosu samych zainteresowanych. Jaka jest w tym miejscu rola Rzecznika Praw Obywatelskich? 

- Rzeczywiście, dwa tygodnie temu rząd zorganizował spotkanie Krajowej Rady Konsultacyjnej ds. Osób Niepełnosprawnych. Jest to organ opiniodawczo-doradczy pełnomocnika rządu ds. osób niepełnosprawnych. Rada przyjęła w pierwszej kolejności uchwałę określającą kierunki reformy systemu wsparcia takich osób. Podczas posiedzenia, pani minister Rafalska przedstawiła radzie do podpisu dokument nazwany porozumieniem, gdzie wskazano trzy postulaty do realizacji przez rząd. Uważam, że jest to porozumienie w dużym cudzysłowie, dlatego, że nie stanowi porozumienia ze środowiskiem osób z niepełnosprawnościami. Z rozmów w tej sprawie zostały wykluczone osoby protestujące w sejmie. Zapytaliśmy prezesa rady ministrów, jak to wykluczenie samych zainteresowanych ma się do standardów przewidzianych w Konwencji ONZ o prawach osób niepełnosprawnych. 

Można by to nazwać lekceważeniem głosu ludzi. 

- Po tym posiedzeniu, osoby wchodzące w skład rady wprost mówiły o tym, że zostały zmanipulowane i wykorzystane przez rząd w grze politycznej. Wydane zostało oświadczenie w tej sprawie. Z pewnością tryb przyjęcia tych dokumentów zaszkodził debacie publicznej. Spowodował u protestujących niepokój i zdenerwowanie. Nie przedstawiono im żadnej oferty. Zawarto jakieś "porozumienie" z osobami, które nie są ich przedstawicielami. 

Jakie mogą być działania RPO w tym zakresie? Jak można pomóc protestującym? 

- Po pierwsze, RPO od lat konsekwentnie przekazuje postulaty i rekomendacje wszystkim organom władzy publicznej, od prezesa rady ministrów do przewodniczących komisji sejmowych. Te postulaty, które można sprowadzić do realizacji celu, jakim jest niezależne życie osób z niepełnosprawnościami, nie spotykają się z przychylnością i akceptacją. Nie są też realizowane. Od początku obserwujemy uważnie ten protest. Spotykamy się z protestującymi. Zajęliśmy wyraźne stanowisko wobec wydarzeń które miały miejsce podczas spotkania Krajowej Rady Konsultacyjnej. Paradoksalnie protestujący osiągnęli wielki sukces. Nie dlatego, że zostały spełnione dwa postulaty o charakterze finansowym, bo nadal nie zostały, ale dlatego, że po raz pierwszy od wielu lat poważnie dyskutujemy o prawach osób z niepełnosprawnościami. W debacie publicznej intensywnie mówi się o ich potrzebach. Oczywiście dużo mówi się o zasiłkach, rentach czy ulgach, czyli podstawowych i doraźnych kwestiach. Ale też słychać mocno głos pana Jakuba Hartwicha, protestującego w sejmie, osoby z niepełnosprawnością o podmiotowości i autonomii osób z niepełnosprawnościami. To niewątpliwy sukces. Może dzięki temu argumenty RPO będą mogły wybrzmieć skuteczniej.

- Powinniśmy także zwrócić uwagę na to, że protest ma charakter wewnętrzny, bo mówimy o postulatach do realizacji przez rząd, ale ma też charakter zewnętrzny, dlatego, że we wrześniu w Genewie komitet ONZ do spraw osób z niepełnosprawnościami będzie rozpatrywał sprawozdanie Polski z realizacji konwencji, ratyfikowanej w 2012 roku. Polska będzie rozliczana z jej realizacji. Tutaj chodzi też o naszą pozycję i wizerunek na arenie międzynarodowej. To najwyższy czas, aby osoby posiadające inicjatywę ustawodawczą, mające możliwość kształtowania polityk publicznych, poważnie zajęły się problemem. 

Wychodzi na to, że prawa osób z niepełnosprawnościami nie są szczególnie dobrze realizowane.

- Dokładnie. Rząd przedstawił swoje sprawozdanie z realizacji konwencji. RPO przedstawił alternatywne sprawozdanie, gdzie pokazujemy braki i zaniedbania, a także sprawy, które muszą zostać załatwione. Komitet za kilka miesięcy będzie analizował oba te dokumenty. 

Czyli tak naprawdę mamy sytuację, gdzie rząd podejmuje działania, jednocześnie ignorując środowisko bezpośrednio zainteresowane. RPO pełni tu rolę mediatora, pokazując, że są pewne pozytywne aspekty tej sprawy, natomiast jest jeszcze wiele do zrobienia.

- Wizyty w sejmie mają na celu pokazanie naszej solidarności i wsparcia, które jest ogromnie potrzebne protestującym. Niestety, piłka nie jest po naszej stronie. Ostatnia propozycja rządu, gdzie mówi się o pomocy materialnej na m.in. wyroby medyczne, idzie w poprzek konwencji. Przecież to osoby niepełnosprawne najlepiej wiedzą, na co potrzebują środków finansowych i jak najlepiej mogą je spożytkować. A ich potrzeby są bardzo indywidualne - nie każdy będzie potrzebował wyrobów medycznych. Druga kwestia, to fakt, że rozmawiamy o propozycji pomocy i wsparcia medycznego, a nie ich pełnego włączenia w życie społeczne i publiczne. Nie mówimy zatem o niezależnym życiu, tylko sprowadzamy sprawę do wózków i pieluchomajtek. To są podstawowe potrzeby, o których w XXI wieku nie powinniśmy już rozmawiać. Obserwuję te dyskusje i uważam, że jest to niezrozumienie pewnych standardów i wartości. My mówimy o niezależnym życiu, a rząd mówi wyłącznie o zasiłkach. One muszą być zapewnione, ale obok a nie zamiast. Rozmowy z protestującymi są niezwykle zasmucające, bo rozmawiamy o ważnych niepokojach. Na przykład o tym, co się stanie, gdy ich zabraknie lub nie będą już w stanie opiekować się swoimi niepełnosprawnymi dziećmi.

Te lęki są całkowicie zrozumiałe, bo kiedyś rodziców zabraknie, a wiele osób niepełnosprawnych nie będzie w stanie samodzielnie funkcjonować w społeczeństwie.

- Przy obecnej ofercie ze strony państwa na pewno nie. Państwo nie myśli, że powinno wejść na inny poziom rozważań. Rozważań o asystencji osobistej czy o mieszkaniach wspomaganych. Te osoby mają prawo do takiego samego życia, jak pozostali, a rząd mówi, że zapewni im pieluchomajtki. Sprowadzono dyskusję do poziomu absurdu. Mam wrażenie, że w rządzie panuje przeświadczenie, że rozmawiamy o pomocy społecznej, a nie o prawach człowieka. 

Jakie będą dalsze działania RPO w tej sprawie?

- Ciągle przyglądamy się temu protestowi i zastanawiamy, co jeszcze może zrobić RPO. Wszystkie nasze rekomendacje i postulaty zgłaszamy od wielu lat i nie przyniosło to efektu. Z dużą przykrością mówię, że wyczerpaliśmy nasze uprawnienia konstytucyjne i ustawowe. W normalnej sytuacji, komunikowanie postulatów do rządu przez konstytucyjny organ praw człowieka, jakim jest RPO w Polsce, powinno odnieść określony skutek. Do tej pory nie odniosło. Jesteśmy w kontakcie z protestującymi. Przyglądamy się, jak są traktowani przez Kancelarię Sejmu. Czekamy na ruch ze strony rządzących.

-

Więcej informacji o działaniach Rzecznika Praw Obywatelskich można znaleźć m.in. w oświadczeniu z 5 maja 2018 r.


Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje