96 ważnych minut

30-letnia Hayley Martin z Anglii będąc jeszcze w ciąży otrzymała druzgocącą wiadomość. Podczas badania połówkowego usłyszała od lekarzy, że jej nienarodzona córka, Ava-Joy, nie ma szans na przeżycie.

U dziewczynki zdiagnozowano obustronną agenezję nerek, rzadką wadę letalną, najczęściej prowadzącą do śmierci dziecka tuż po narodzinach. Mimo to, jej mama nie zdecydowała się na aborcję. Wspólnie z mężem podjęła decyzję o donoszeniu ciąży. Małżonkowie postanowili, że po śmierci córeczki przekażą jej narządy potrzebującym dzieciom.

Reklama

Chęć przekazania organów innym chorym maluchom była ważnym, ale nie jedynym powodem decyzji o kontynuowaniu ciąży. Niestety, okazało się, że narządy zmarłej dziewczynki nie mogą być wykorzystane podczas transplantacji, prawdopodobnie ze względu na niewystarczające rozmiary.

Mała Ava przeżyła 96 minut. Rodzice przyznają, że nie ma takich okoliczności, które mogłyby przygotować kogokolwiek na śmierć własnego dziecka.

Hayley powiedziała też, że nie oddałaby tych chwil za nic na świecie. Stwierdziła, że nie żałuje swojej decyzji i drugi raz postąpiłaby tak samo. "Ava podczas 96 minut przeżyła więcej, niż ja przeżyłabym w ciągu 96 lat" - podkreśliła.

Mama zadeklarowała, że sama przekaże nerkę osobie potrzebującej, by uratować ludzkie życie i w ten sposób oddać cześć córeczce.

***Zobacz materiały o podobnej tematyce***

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje