Tatuś rodzi

Inny ważki temat, do którego trzeba podejść z dystansem, to rola ojca przy porodzie. Oczywiście też zostanie poruszony w szkole rodzenia, ale w ostatecznym rozrachunku decyzja należy wyłącznie do ciebie.

W naszym przypadku prowadząca szkołę rodzenia zasiadła z karteczką wydrukowaną z internetu i punkt po punkcie omawiała te zapiski. Niewiele nowego wniosła tym spotkaniem do naszego poglądu na sprawę.

Reklama

Rada: Nie daj sobie wmówić, że taka jest moda. Nie czytaj opisów porodów gwiazd. Po prostu pomyśl, czego ty byś chciała. Pewnie dojdziesz do wniosku, że nie masz pojęcia. I dobrze. Masz prawo nie wiedzieć.

To, że facet ma być spokojny i opanowany, jest dość oczywiste. To, że powinien zdjąć z głowy rodzącej wszystkie kwestie logistyczne, też jest jasne. To, że ma być pomocny w każdej sytuacji, również. Jedyną wskazówką wartą zapamiętania było to, byście wspólnie pakowali torbę do szpitala, tak żeby potem facet nie szukał trzęsącymi się rękami gdzieś wsadzonej pomadki do ust i nie przekopywał całej torby przy akompaniamencie złorzeczeń ze strony obolałej małżonki. Jeśli jednak zdecydujesz się na rodzinny poród, to musisz zdać sobie sprawę z kilku rzeczy. Takie przeżycie może zbliżyć, ale może też oddalić od siebie partnerów.

Jeśli mąż nie jest gotowy na oglądanie cierpienia żony i, powiedzmy sobie jasno, ma słabą odporność wzrokową, oszczędźcie sobie tego widoku i skrępowania. Jeśli nie potrafi panować nad własnymi nerwami albo uważa, że wie o porodach więcej niż lekarz czy położna, niech nawet nie próbuje wchodzić na salę.

Jeśli ma zapędy reżyserskie, a kobieta nie życzy sobie filmowania wypływającego łożyska w ostatniej fazie porodu, lepiej zawczasu ustalić, co, jak, gdzie i kiedy można filmować. Ja liczyłam bardzo na pomoc "techniczną" ze strony Marka. Wiem, że nie bardzo uśmiechało mu się być przy tym cierpieniu i całej szpitalnej otoczce, bo jak każdy mężczyzna nie lubi szpitali. Jednak niczym szlachetny rycerz, gotów wziąć odpowiedzialność za swoje czyny, stanął na wysokości zadania i powiedział, że zrobi wszystko, bym czuła się komfortowo.

Jeśli ma być przy mnie, to będzie. Jeśli powiem, żeby się wynosił, to wyjdzie. Tuż przed porodem liczyłam, że będę go potrzebować w tej pierwszej, najdłuższej fazie, bo pewnie ciężko mi będzie samej stoczyć się z łóżka, ćwiczyć na piłce czy choćby udać się do toalety. Wykombinowałam sobie, że w fazie parcia nie będę go już potrzebować, a on z ulgą opuści salę. Wyszło oczywiście inaczej.

Fragment książki "Jak przeżyć ciążę i pierwszy rok życia dziecka".

Autor: Anna Jankowska

Wydawnictwo BELLONA

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje