Lipodemia - bardzo kobiecy problem

- Gdy zaczęłam sygnalizować, że coś może być na rzeczy, moja lekarka, osoba starszej daty, powiedziała mi: "Wiesz co? Przestań doszukiwać się chorób, tylko po prostu schudnij!". I schudłam! 13 kilogramów. Od pasa w górę - opowiada Marta, która przez lata cierpiała z powodu niezdiagnozowanej lipodemii.

Lipodemia, zwana też obrzękiem tłuszczowym, to schorzenie charakteryzujące się nadmiernym, symetrycznym odkładaniem się tkanki tłuszczowej pod skórą. Chorobliwie zmienione partie ciała to najczęściej nogi - od kostek w górę i biodra. O chorobie rozmawiamy z fizjoterapeutką Justyną Wielgus i jej pacjentką, Martą.

Reklama

Aleksandra Bujas, Interia.pl: O lipodemii mówi się bardzo mało, tymczasem skala problemu jest ogromna.

Justyna Wielgus: Lipodemia może dotykać nawet 11 proc. kobiet. To naprawdę bardzo dużo. Większość z nich nie jest nawet świadoma choroby i nie podejmuje leczenia. Najczęściej podsumowują swoją sytuację myśląc: "Jestem gruba/otyła, a więc dlatego tak wyglądam".

Marta: Wiele pacjentek nie chce przyjąć tego do wiadomości, albo zakładają, że to jest normalne, skoro w ich rodzinach wszystkie kobiety tak wyglądały. Górna połowa mojego ciała to aktualnie rozmiar 38. Natomiast dół... 44.

Taka dysproporcja rzeczywiście jest niepokojąca. Doprecyzujmy, jakie konkretne objawy mogą wskazywać na omawiane schorzenie?

JW: Lipodemię nazywa się też chorobą grubych nóg. W praktyce oznacza to "duże" nogi, bardzo obfite kobiece sfery problematyczne: biodra, pośladki i uda, ale też łydki. Stopy najczęściej nie są już objęte obrzękiem. Czasem tłuszcz znajduje się też na ramionach. Chorobowo zmienione partie ciała charakteryzują się bolesnością, a sam obrzęk jest symetryczny. Górna połowa ciała jest z reguły znacznie szczuplejsza, niczym "z innego kompletu".

M: U mnie też zmiany występują na ramionach, ale te są akurat niewielkie. To tak, jakby w tłuszcz wtopiona była kasza gryczana. Gdy sama zaczęłam sygnalizować, że coś może być na rzeczy, moja lekarka, osoba starszej daty powiedziała mi: "Wiesz co? Przestań doszukiwać się chorób, tylko po prostu schudnij!". I schudłam! 13 kilogramów. Od pasa w górę.

Czy obrzęk tłuszczowy jest bolesny? Utrudnia codzienne funkcjonowanie?

M: Tak, a te doznania nasilają się z czasem, toteż największym problem z lipodemią nie dotyczy tego, jak się wygląda, ale właśnie tego, że obrzęk boli. To takie uczucie, jakby miało się siniaka na dużej powierzchni ciała. Podejrzewam, że u osób starszych, które mają problemy z chodzeniem to boli jeszcze bardziej. Gdy próbuję np. podbiec, czuję ból w biodrach, tak jakbym miała je całe pokryte sińcami, podobnie z udami i, w mniejszym stopniu, łydkami. Ból jest obecny, choć nie cały czas - gdy siedzę, niczego nie czuję, ale gdy bardziej ruszę tą tkanką, zaczyna to boleć.

- Nie wiem, jak mogłoby to być inaczej, bo nie mam porównania. Zawsze mi się trudno chodziło, zawsze pojawiały się zatarcia, byłam ociężała fizycznie. To jest moja codzienność, którą znam. A wracając do siniaków - one faktycznie pojawiają się u chorych częściej niż u pozostałych osób. Zauważyłam to zwłaszcza po ciąży, choć zawsze miałam taką tendencję. Wystarczy, że mąż mnie mocniej chwyci za rękę, np. chroniąc przed upadkiem, gdy stracę równowagę - już mam wszystkie palce odbite!

Jaka jest przyczyna lipodemii?

JW: Choroba ta jest nieznanego pochodzenia. Najprawdopodobniej jednak ma podłoże genetyczne i ścisły związek z hormonami. Zwłaszcza, że występuje na ogół u kobiet, a nasila się podczas ciąży. U mężczyzn pojawić może się wtedy, gdy np. cierpią na raka prostaty. I wtedy u nich może pojawić się taki obrzęk. Stąd domysły o związku tego schorzenia z hormonami. Osoba dotknięta lipodemią w żaden sposób nie "zapracowała" na to - oczywiście, że sposób odżywiania ma znaczenie, ale ci, którzy zaniedbują prawidłową dietę i spożywają zbyt wiele kalorii na ogół tyją przynajmniej w miarę proporcjonalnie, natomiast w tym przypadku tłuszcz ewidentnie kumuluje się w dolnych partiach ciała.

M: Wyczytałam w internecie, że znaczenie ma chromosom X, a dziedziczenie choroby nie musi być w linii matczynej - żeńskiej. Moja mama i babcia miały szczupłe nogi - jeśli im przybywało kilogramów, to "szło im" w brzuch bądź w biust. Natomiast ja odziedziczyłam chorobę w linii męskiej - po mamie mojego taty. Ona też na to cierpiała, toteż cała rodzina mówiła mi, że mam figurę babci Emilki, więc było to "normalne". Zauważyłam, że w przypadku większości chorych, a nieświadomych tego faktu, przyjmuje się, że "wyglądają normalnie - typowo, jak na swoją rodzinę". Dowiedziałam się też, że schorzenie może wiązać się z zaburzeniami metabolicznymi.

JW: Zaburzony jest metabolizm tkankowy, dlatego nie ma odpowiedniej resorpcji płynów tkankowych, stąd dochodzi do swego rodzaju "zastoin", tworzą się charakterystyczne grudki.

Marto, kiedy zauważyłaś, że dzieje się coś nieprawidłowego?

M: W różnych źródłach można przeczytać, że choroba ta zaczyna się w okresie dojrzewania, bądź podczas ciąży, ewentualnie w czasie menopauzy. Jest to prawda, ale jak widać, nie do końca. U mnie pierwsze zmiany objawiły się gdy miałam... pół roku. Byłam karmiona piersią, od początku ważyłam dużo. Jednak typowa nadwaga niemowlęca kończy się, gdy dziecko zaczyna chodzić, biegać, robi się bardziej mobilne. W moim przypadku tak się nie stało. Nawet jak urosłam i się wydłużyłam, od początku miałam problem z zacierającymi się udami, które były większe niż u koleżanek. Więc nie mogę powiedzieć, że zaczęło się w okresie dojrzewania, bo towarzyszyło mi to od zawsze.

- W ciąży, a właściwie po jej zakończeniu zauważyłam znaczny przyrost w udach, choć nie przytyłam jakoś bardzo, "rozrosłam się" o 16 cm w obwodzie nóg, to naprawdę dużo.

Domyślam się, że przy takiej sylwetce skompletowanie odpowiedniej garderoby nie jest najłatwiejsze?

M: Jest koszmarny problem z doborem ubioru! Tyjąc w ten sposób robię się coraz bardziej nieproporcjonalna, więc dobór odpowiednich ubrań staje się wyzwaniem!  Bo jak tu kupić sobie nieelastyczną sukienkę, np. jeansową, gdy górę masz 38, a dół 44? Z każdą sukienką muszę iść do krawcowej z prośbą, żeby ją zwęziła. Ale o ile sukienkę można sobie w ten sposób dostosować, to z płaszczami jest dużo gorzej, dlatego przeważnie chodzę w kurtkach. Nigdy nie kupiłam sobie kozaków. Nigdy nie miałam butów dłuższych niż do kostki, nawet do pół łydki. Niby nie mam tych największych problemów z łydkami, bo ten kształt normalnej, zdrowej łydki, po drenażach mi się pojawił. Przy tej chorobie łydki są zniekształcone, to nie jest zdrowy, normalny, anatomiczny kształt.

- Standardowa rozmiarówka spodni w sieciówkach kończy się na 42. A ja mam problem żeby dostać te w rozmiarze 44, nie wspominając już o większych rozmiarach, które po drodze miałam.

Z tego co już wiemy, większość chorych nie jest świadoma swojego stanu i może bagatelizować objawy lub utożsamiać je po prostu z obecnością nadprogramowych kilogramów. Takie osoby późno będą szukać pomocy, o ile w ogóle będą.

M: Jeśli lipodemia nie jest leczona, nie zadbamy o rajstopy kompresyjne, drenaże, oraz masaże pneumatyczne, takie nagromadzenie tłuszczu spowoduje nierównomierny nacisk na kolana, co je uszkadza, a sama rozpulchniona tkanka sprzyja żylakom... w efekcie narastają szkody wtórne.

JW: Wtedy często mamy do czynienia z niewydolnością krążenia, dochodzi do tego problem z układem limfatycznym i z aparatem stawowym - z powodu zbyt dużego obciążenia na kolana, stopy, biodra. Najważniejsza jest trafna diagnoza, potem możemy sobie pomóc dietą, aktywnością fizyczną, wdrożyć manualny drenaż limfatyczny, kompresoterapię pneumatyczną, oraz kompresoterapię stałą czyli rajstopy uciskowe. Nie jest to przyjemne, trudno się je zakłada.

Powinny być one stałym elementem ubioru pacjentki?

M: Tak.

JW: To już stały element garderoby, ma wspomagać prawidłowe krążenie. Jeśli tego nie będzie, zaczną się wszystkie inne obrzęki, w tym też limfatyczny.

M: Gdy zaczęłam leczenie, raz lub dwa zdarzyło mi się nie włożyć tych rajstop. Po całym dniu, gdy niejednokrotnie siedziałam w niewygodnej pozycji, jeździłam samochodem, stałam w kolejce załatwiając coś - miałam uczucie wyjątkowo ciężkich nóg. Gdy już się wie, że może być lepiej, później czuje się jednak tę różnicę.

Gdzie należy szukać pomocy? Jeśli zaobserwujemy u siebie objawy podobne do tych, które opisujecie, pójdziemy do przychodni, zostaniemy poprawnie zdiagnozowani?

M: I to jest właśnie najgorszy temat! Odpowiednim specjalistą, który będzie w stanie rozpoznać i leczyć lipodemię powinien być lekarz flebolog. Powinien być, ale nie zawsze jest. W Polsce taką specjalizację mają najczęściej chirurdzy naczyniowi. Przy czym większość z tych ostatnich skupia się na chorobach żył. Ja sama po operacji żylaków przeprowadzonej przez bardzo polecanego lekarza, usłyszałam od niego, że mam typowe objawy lipodemii, ale on nic więcej w tym temacie nie może zrobić. Trzeba szukać lekarzy zajmujących się zaburzeniami lipidowymi, albo naprawdę dobrych chirurgów naczyniowych - flebologów, którym te zagadnienia nieobce.

- Z kolei internista w przychodni powiedział mi wprost, że takich rzeczy w Akademii nie uczą. Jednak gdy znalazłam lekarza, który nie tylko umiał określić, co mi jest, ale też co powinnam dalej robić, stwierdził on, że wiedza o lipodemii dostępna jest przynajmniej od 20 lat! Pewną wiedzą na pewno dysponują chirurdzy estetyczni, ale oni nie powiedzą: "Proszę zrobić wszystko, co w pani mocy, aby uniknąć liposukcji!", tylko ją zaproponują.

JW: Oczywiście, że są lekarze, którzy potrafią rozpoznać lipodemię, ale niewielu będzie umiało skutecznie ją leczyć.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje