Reklama

Czytajmy etykiety!

Przeciętny konsument zjada rocznie około dwóch kilogramów różnych substancji E dodawanych do produktów spożywczych. Żywność XXI wieku pozostawia wiele do życzenia. Czytanie etykiet nie jest już wyborem, a koniecznością.

Dotąd czytanie etykiet było domeną nastolatek, natrętnie sprawdzających głównie kaloryczność produktu. Świadomość społeczna w kwestii sprawdzania składu produktów odżywczych jest wciąż znikoma. A gra jest warta świeczki. Na rynku dostępna jest, na przykład, kiełbasa śląska, zawierająca aż dziewiętnaście różnych dodatków chemicznych. Jednocześnie można nabyć kiełbasę śląską od innego producenta, do której nie dodano żadnego składnika E. Mamy wybór i dla własnego dobra powinniśmy nauczyć się świadomie decydować, co znajdzie się w naszym koszyku zakupowym, a potem na talerzu i w żołądku.

Reklama

Zjadamy 85 E dodatków na dobę

Jak podaje Najwyższa Izba Kontroli, przeciętny konsument zjada około 85 różnych dodatków E w ciągu jednego dnia! Produkty spożywcze naszpikowane są: konserwantami, przeciwutleniaczami, emulgatorami oraz wzmacniaczami smaku, substancjami poprawiającymi kolor i konsystencję. Wciąż brakuje właściwego nadzoru nad ich stosowaniem. Producenci dbają, by w konkretnym artykule spożywczym nie przekroczyć dopuszczalnych norm konkretnej E substancji, ale nikt nie bada ich wzajemnego oddziaływania na nasze zdrowie. Można usłyszeć propozycję, byśmy dbali aby substancja E w serku zjadanym do śniadania nie była tą samą co E w szynce zjadanej na kolację.

Czy nie idziemy w stronę absurdu? Czy zamiast koncentrować się na dostarczaniu witamin i składników mineralnych będziemy teraz dbać o różnorodność chemii, jaką serwujemy sobie na talerzu? Uciec się od tego nie da, bo w wysokoprzetworzonej żywności z niebotycznie wydłużoną datą przydatności do spożycia znaleźć możemy niemal całą tablicę Mendelejewa.

Jakie są tego konsekwencje?

Pierwsze sygnały to alergie i zaburzenia metaboliczne. Dziś coraz trudniej spotkać człowieka, którego układ pokarmowy funkcjonuje bez szwanku. Pokolenie 30 i 40-latków nagminnie boryka się z jelitem drażliwym w różnych jego wariantach. Nagminnym problemem są biegunki i zaparcia. Codziennością wielu osób stał się ból i dyskomfort brzucha, który pacjenci określają często jako uczucie ciężkości w trzewiach. Dysfunkcje pojawiają się u coraz młodszych dzieci. Plagą są choroby cywilizacyjne takie jak: cukrzyca, miażdżyca oraz nowotwory. Konsekwencją chemicznych dodatków do żywności jest też nadwaga i otyłość.

Gdzie jest ich najwięcej?

Rekordowe ilości E substancji obecne są w ciastach, słodkich napojach i lodach. Ograniczmy, a najlepiej wyeliminujmy je z jadłospisu. Ogromne ilości chemicznych dodatków znajdziemy w żywności typu fast food, słodkich i słonych przekąskach oraz w każdym produkcie o długiej dacie przydatności do spożycia. Nie ma rozwiązań idealnych. Mamy jednak możliwość wybierać najlepsze z dostępny opcji. Postawmy na świeże, niepaczkowane produkty oraz domową kuchnię. Przy wyborze gotowych artykułów kierujmy się prostą zasadą: kupmy ten z najkrótszą listą składników.

Ewa Koza, mamsmak.com  


INTERIA.PL
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Strona główna INTERIA.PL
Polecamy