Reklama

Czy naprawdę muszę?

Nie zawsze w życiu postępujemy zgodnie z naszymi chęciami. Kierujemy się utartymi ścieżkami, bo ktoś nam powiedział, że tak trzeba, wypada, być musi. Warto zastanowić się, czego tak naprawdę potrzebujemy?

Można stracić całe życie i nigdy nie zrobić niczego po swojemu ze zwykłego, ludzkiego lęku. Nie lubimy o nim mówić, a przecież każdemu z nas towarzyszy.

Ciepły wrześniowy wieczór, poddasze krakowskiej kamienicy i cztery kobiety - lekcja jogi. W trakcie praktyki zwyczajowo nie ma rozmów - tym razem jest inaczej. Jednej z nas wyrywa się zachwyt nad piękną asaną i wywiązuje się  krótka wymiana zdań. Praktycznie nic o sobie nie wiemy, każda z innej bajki.

Spotykamy się, żeby pracować nad własnym ciałem - bez porównywania i bez oceniania - w zgodzie ze sobą i z tym, na co ciało w danym dniu pozwala. Każda z nas była w szkole udręczona zajęciami z wychowania fizycznego. Wspominamy koszmar przewrotów w tył, skoków przez kozła i ten ciążący nad głową bacik - przecież trzeba. Dlaczego po latach potrafimy stać na głowie i na rękach, robić "kruka" czy "skorpiona" i wykonywać inne, wymagające asany? Bez lęku, bez stresu i z przyjemnością?

Reklama

Może dlatego, że nie musimy? Nikt nie stawia ocen. "Przymus mnie paraliżuje. Jeśli nie muszę, to mogę wszystko" - taką puentą po zajęciach zamknęła się nasza dyskusja.

Ciało podpowiada 

A czy my sobie nie fundujemy przypadkiem takiego koszmaru jeśli chodzi o żywienie? Zamiast poczuć i poobserwować ciało - bo ono wysyła sygnały i wyraźnie wskazuje, co mu służy, a co niekoniecznie - zakładamy z góry, że musimy tak czy siak. Samo słowo dieta w głowach większości funkcjonuje jako udręka.

Ktoś przechodzi na dietę? Nic podobnego. Każdy z nas jest na diecie, bo dieta to model żywienia. Nawet jeśli obecny jadłospis odbiega od jakichkolwiek zasad zdrowego żywienia, to właśnie jest twoja aktualna dieta.

Wtłacza nam się od dziecka, że mamy być szczupli, zadbani i nie wiadomo jacy jeszcze. A potem życie weryfikuje te założenia i okazuje się, że nie da się na każdym polu startować po medal. Na ile łatwiej, na ile skuteczniej byłoby dobrze się odżywiać gdyby dać sobie prawo do bycia nieidealnym? Najbardziej bolą rozmowy z młodymi dziewczynami, dziewczynkami i dziećmi.

Ośmio- czy dziesięciolatka potrafi z poważną miną wyartykułować, że ona jest na diecie, bo ona musi schudnąć dwa czy trzy kilogramy. Skąd u dziecka taki pomysł? Skąd brak akceptacji? Samo sobie tego nie wymyśliło.

My dorośli pokazujemy dzieciom nasze przymusy bycia i robienia wszystkiego w kategoriach niemal olimpijskich. A jeśli by tak założyć, że wolno mi przytyć, że mogę mieć gorszy czas, że moje ciało nie jest eksponatem wystawowym i nie musi się wszystkim podobać? Może to zgubne.

Może nie u każdego takie ziarenko wykiełkuje i zaowocuje, ale czy obecne schematy działają? Nikt nie ma obowiązku wciskać swojego ciała w szyte masowo ubrania sprzedawane w sieciówkach. Wolno nam wybrać sobie i kolor, i rozmiar, w którym będziemy się czuli szczęśliwi. Kiedyś ubrania szyto na miarę. Dziś - często wbrew sobie - wielu próbuje dopasować siebie do szablonu. Tymczasem szkoda naszego życia.

Ewa Koza, mamsmak.com 

INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: zdrowie
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Strona główna INTERIA.PL
Polecamy