Chłopcy zarażają grypą chłopców

Czy posyłać dziecko do szkoły, w której jest dużo zachorowań na grypę? Czy zostawić je w domu?

Brytyjscy i amerykańscy naukowcy mają nowe informacje dla rodziców, którzy zmagają się z takim dylematem. Dokładna analiza rozwoju zeszłorocznej epidemii grypy w jednej ze szkół podstawowych w stanie Pensylwania, pozwoliła im zauważyć pewne prawidłowości.

Reklama

Jak można się było spodziewać, największe jest ryzyko zarażenia wśród dzieci z tej samej klasy.

Aż pięciokrotnie rzadziej zarażają się dzieci z różnych klas tego samego rocznika, a 25 razy rzadziej dzieci z różnych roczników.

Ta różnica wiąże się prawdopodobnie z ściślejszym w amerykańskich szkołach rozdzieleniem dzieci z różnych roczników.

Co zaskakujące, fakt, że dzieci siedzą ze sobą w jednej ławce, nie ma znaczenia i nie zwiększa ryzyka złapania grypy. Badania pokazały też, że grypę łapią od siebie głównie dzieci tej samej płci, prawdopodobieństwo zarażenia chłopca od chłopca i dziewczynki od dziewczynki jest trzykrotnie większe, niż między płciami.

Badania objęły 370 uczniów (81 procent dzieci uczęszczających do tej szkoły) z 295 gospodarstw domowych. Analizowano rozkłady zajęć, diagramy klas, rozkłady jazdy autobusów szkolnych, listy obecności. W celu ustalenia prawdopodobnych dróg zakażenia posługiwano się metodami statystycznymi.

Badana szkoła została zamknięta 18 dni po wybuchu epidemii, gdy objawy grypy stwierdzono u 27 procent uczniów. Analiza wskazuje, że w tym czasie tempo rozprzestrzeniania się wirusa już malało i zamknięcie szkoły prawdopodobnie nie wpłynęło znacząco na rozszerzanie się choroby.

Badacze z Imperial College London, US Centers for Disease Control and Prevention (CDC) i Pennsylvania Department of Health piszą o tym na łamach czasopisma "Proceedings of the National Academy of Sciences".

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje