Ze szczyptą humoru i wyobraźni

Rodzicielstwo i wychowanie dziecka od lat są przedmiotem wielu badań i prac naukowych. Badacze poszukują i opracowują skuteczne metody wpływania na dzieci (oczywiście dla ich dobra), które my z lepszym lub gorszym efektem staramy się wcielać w życie. Jak dotąd nikomu nie udało się wytyczyć jedynej słusznej drogi postępowania z dzieckiem, takiej która zawsze się sprawdza.

Pewnie dzieje się tak dlatego, że każde dziecko jest inne, a i my nie jesteśmy cyborgami, których da się w odpowiedni sposób zaprogramować, aby całkiem uniknąć ryzyka błędu lub porażki wychowawczej. Źle by się działo, gdyby proces wychowania prowadził do niszczenia indywidualności - zarówno naszej, jak i naszego dziecka.

Reklama

Jak zatem radzić sobie w tych chwilach, kiedy książkowe metody okazują się nieskuteczne? Jak uchronić się przed wynikającym z tego faktu poczuciem bezradności i frustracji i rozładować narastające napięcie?

Czasem jedyna opcja to po prostu odpuścić i wrócić do sprawy w innym momencie, albo... sięgnąć po tajną broń, dzięki której złapiemy dystans - poczucie humoru i fantazję.

Wyobraźnia i śmiech? To brzmi mało poważnie i kojarzy się ze światem dziecka, a nie rodzica, który chce je wychować. I może właśnie dlatego tak dobrze działa, bo to coś znajomego i lubianego przez dzieci.

Jak często zdarza ci się mówić do dziecka, pouczać, prawić "kazania" i widzieć nieobecny wzrok i to, że jednym uchem wpuszcza, a drugim wypuszcza? Jeśli chcesz, aby zaczęło naprawdę słuchać, przykuj jego uwagę. Uruchom własną wyobraźnię i zrób coś nieoczekiwanego i zabawnego, coś, co obudzi jego zainteresowanie. Możesz np. udawać ufoludka, powiedzieć: "Halo, halo uwaga, nawiązujemy połączenie, czy Ziemia nas słyszy, mamy ważny komunikat, jeśli go nie wysłuchacie, to Ziemia może ulec zagładzie, itd."

Czasem można więcej uzyskać dzięki żartom i zabawie, niż krytyce i napominaniu.

Inna sytuacja, w której sprawdza się fantazja, dotyczy okoliczności, kiedy nie możesz dać dziecku tego, czego pragnie. Jeśli Jaś marzy o tym, aby mieć własnego konia i zbiera mu się na płacz, bo nie chcesz mu go kupić, możesz powiedzieć coś takiego: "Jasiu widzę, że naprawdę chciałabyś mieć tego konia i jest ci przykro, że nie możemy go mieć. Cudownie byłoby mieszkać na wsi, mieć swoją stadninę, a każdy swojego konia. Mój byłby biały, a twój jaki? Pędzilibyśmy o wschodzie słońca...Może to narysujesz?" itd. Dziecko szybko wciągnie się w tą historię i zapomni o płaczu, bo dajesz mu to, czego pragnie, w wyobrażeniach.

Kiedy zaś w domu narasta napięcie i jesteś o krok od awantury z krnąbrnym nastolatkiem, warto wziąć głębszy oddech i powiedzieć coś w rodzaju: "O nie, czuję, że zaraz eksploduję, zupełnie jak ten wulkan, o którym wczoraj oglądaliśmy... I cały pokój wypełni lawa, a tobie będą się smażyć pięty, zobaczysz, lepiej więc szybko pomóż mi znaleźć jakieś wyjście z tej sytuacji". Dzięki temu atmosfera w domu zrobi się lżejsza, a rozbawione twoją wizją dziecko może być bardziej skłonne do współpracy i wzięcia odpowiedzialności za rozwiązanie problemu.

Śmiejąc się i żartując z dzieckiem także je wychowujesz - zachęcasz do tego, aby czerpać radość z życia i pokazujesz, jak zachować dystans przydatny do rozwiązywania problemów.

Poczucie humoru pomoże twemu dziecku lepiej radzić sobie ze stresem, a także w sytuacji, kiedy spotyka je niepowodzenie. Warto nauczyć dziecko, jak śmiać się z samego siebie (modelując na swoim przykładzie), dzięki temu będzie bardziej odporne na różne porażki, a także bardziej lubiane przez rówieśników.

Czasem łatwiej dotrzeć do dziecka wchodząc w jego świat, odkładając na chwilę mądre rady i metody i przypominając sobie czasy, kiedy sami byliśmy dziećmi, które lubią się śmiać i fantazjować. Wychowanie nie zawsze musi być utrapieniem, przekonaj się, że i dla ciebie może stać się źródłem radości!

Autor: Małgorzata Kamińska

Dowiedz się więcej na temat: wychowanie

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje