W co się bawić?

Zimą więcej czasu spędzamy z maluchem w domu. Niestety, nie zawsze wiemy, czym go zająć. Oto ciekawe propozycje zabaw.

Dla rodziców malutkich dzieci zima jest niewdzięczną porą roku. Zimne, niekiedy szare dni sprawiają, że nie zawsze możemy pozwolić sobie na długi spacer z maluszkiem, nie wspominając o zabawie na świeżym powietrzu. Zwykle też jest tak, że jak już wyjdziemy na dwór, to okazuje się, iż nie możemy przejechać wózkiem przez nieodśnieżone chodniki :-) Często więc pozostaje nam siedzenie z malcem w domu. Jeśli mamy głowę pełną pomysłów i wiemy, czym zająć niemowlaka, zimę da się przetrwać. Gorzej jednak, gdy brakuje nam natchnienia i zabawki znajdujące się w domu już się maluchowi znudziły. Co wtedy? W takiej sytuacji najlepiej skorzystać z propozycji innych mam. Przeczytajcie, jakie pomysły na zabawę z dzieckiem mają nasze czytelniczki. 

Zatańcz ze mną!

Reklama

Uwielbiam tańczyć. Dlatego gdy byłam na urlopie macierzyńskim i zajmowałam się Martyną, często włączałam radosną muzykę, brałam córeczkę na ręce i z nią tańczyłam. Taka zabawa dodawała nam energii i poprawiała humor. Natomiast, gdy chciałam wyciszyć Martynkę, włączałam spokojną muzykę i kołysałam się razem z dzieckiem. Podobnie robiłam, gdy urodził się Szymon. Sylwia, mama Szymona (8 lat) i Martyny (11 lat).

Błyskające światełka

Gdy na dworze było już ciemno, gasiłam lampkę, włączałam latarkę i zakreślałam światłem na ścianie różne wzory i kształty. Mój synek próbował je "łapać" rączkami. Gdy widziałam, że ta zabawa zaczyna go już nudzić, brałam małe lusterko i za pomocą niego puszczałam zajączki na ścianie. Taki świetlisty spektakl bardzo mu się podobał. Marta, mama 1,5-rocznego Staśka.

Sroczka kaszkę warzyła

Mam miłe wspomnienia z rymowanką "Sroczka kaszkę warzyła". Kojarzy mi się ona z beztroskim i szczęśliwym dzieciństwem. Pamiętam, że gdy byłam dzieckiem, mama często sadzała mnie i mojego młodszego brata na kolanach i bawiła się z nami w "sroczkę". Ta zabawa polega na tym, że bierzemy rączkę dziecka w naszą dłoń i zakreślamy w jej wnętrzu kółka tak, jakbyśmy mieszały w miseczce, mówiąc wierszyk: "Sroczka kaszkę warzyła. Wielu gości sprosiła. Temu dała - na łyżeczce (zginamy najmniejszy paluszek brzdąca). Temu dała - na miseczce (zginamy drugi paluszek). Temu dała - na spodeczku (trzeci). Temu dała w garnuszeczku (czwarty). A dla tego (w tym momencie dotykamy kciuka brzdąca) nic nie miała i... frrr, poleciała! (naśladujemy ruch skrzydeł ptaka)". Odkąd urodziłam Igę, często korzystam z tej zabawy, zwłaszcza podczas długich zimowych wieczorów. Moja córeczka ją uwielbia. Agnieszka, mama rocznej Igi.

Podskakujący konik patataj, patataj

Nie lubię siedzenia w domu, dlatego staram się dużo wychodzić z synkiem, nawet gdy jest kiepska pogoda. Uwielbiam bawić się z nim na placu zabaw. Ostatniej zimy mały trochę chorował, więc skazani byliśmy na spędzanie czasu w domu. Na szczęście nie było aż tak źle, bo starałam się wymyślać jakieś zabawy. Naszą ulubioną było "Jedzie konik, patataj". Sadzałam synka na swoich kolanach i robiłam "Patataj...", unosząc przy tym malca w górę i na boki. Gdy oboje mieliśmy już dosyć, "upuszczałam" Radka na swoją nogę (tak, by zjeżdżał po niej jak po zjeżdżalni). Oczywiście robiłam to pod kontrolą, aby nie stała mu się krzywda. Jowita, mama 2-letniego Radka.

Zaraz cię złapie!

Gdy mój synek zaczął raczkować, często bawiłam się z nim w berka na czworakach. Klękałam na podłodze, udawałam groźnego stwora i krzyczałam: "Zaraz cię złapię!". Wtedy Antek uciekał przede mną na czworakach. Ganialiśmy się w ten sposób po całym mieszkaniu, świetnie się przy tym bawiąc. Ta zabawa jest o tyle fajna, że poprawia humor, pozwala wyładować energię i zachęca dziecko do ruchu. Trzeba tylko pamiętać, by za bardzo nie wczuwać się w rolę stwora - jeśli będzie zbyt groźny, dziecko może się wystraszyć i płakać. Nina, mama 15-miesięcznego Antka

Jedzie pociąg z daleka

Polecam zabawę pod hasłem "Zwiedzanie mieszkania". Aby się udała, trzeba pozwijać dywany (przynajmniej w jednym pokoju) i przygotować duży koc. Na jednym jego końcu kładziemy lub sadzamy dziecko i chwytamy za drugi koniec. Następnie, śpiewając piosenkę: "Jedzie pociąg z daleka...", ciągniemy malucha wokół pomieszczenia (niezbyt szybko, aby nie spadł), od czasu do czasu zmieniając kierunek. Nie zapominamy o atrakcjach dźwiękowych i każdy postój ogłaszamy gwizdem lokomotywy ("Tuuuuuuuuuut!"). Beata, mama 18-miesięcznej Oli

Leci sobie pszczółka

Z doświadczenia wiem, że najtrudniej wymyślić zabawę dla kilkumiesięcznego niemowlaka. Mamom, które mają 5-6-miesięczne dziecko, proponuję zabawę w "pszczółkę". Układamy maluszka w wygodnej pozycji. Unosimy palec w zasięgu jego wzroku i udając brzęczenie pszczoły, zataczamy nim koła. Pozwalamy "pszczółce" wylądować na policzku dziecka i delikatnie go łaskoczemy. Potem chwytamy paluszek malca i kierujemy w stronę naszego nosa, tak by "pszczółka" na nim się zatrzymała. Tu możemy zakończyć zabawę lub ją kontynuować, kierując "pszczółkę" na różne części ciała - mamy lub malca. Monika, mama 2-letniej Sylwii

Płynie kręta rzeczka

Moje ulubione zabawy na długie zimowe wieczory to rysowanie na plecach lub "Płynie rzeczka". Układamy dziecko na brzuszku lub sadzamy na naszych kolanach. Rysujemy mu palcem różne figury albo przedmioty na gołych plecach, opowiadając, co w danej chwili robimy. To świetnie relaksuje i wycisza. Możemy też dotykać ciała malucha, recytując wierszyk: "Po pleckach płynie rzeczka (wzdłuż kręgosłupa rysujemy wężyki) i przeszła pani na szpileczkach (szybko "idziemy" czubkami dwóch palców). A potem przeszły słonie (powoli "kroczymy" wewnętrzną stroną dłoni) i przebiegły konie (szybko "galopujemy" zaciśniętymi pięściami). Na koniec spadł deszczyk (stukamy opuszkami palców na dole pleców). Czy czujesz już dreszczyk? (robimy szybkie tup-tup palcami wzdłuż kręgosłupa i niespodziewanie, szczypiemy dziecko w kark)". Ania, mama 20-miesięcznego Filipa

Dmuchamy piórka

Mój starszy synek miał problemy z prawidłową wymową. Logopeda poleciła nam zabawę w dmuchanie piórek. Można je kupić w sklepie papierniczym. Piórka rozrzucamy na podłodze i dmuchamy w nie wraz z dzieckiem. Raz mocniej, raz słabiej. Najpierw bawiłam się tak tylko z Frankiem, a ostatnio dołączyła do nas również Łucja. Joanna, mama 1,5-rocznej Łucji i 4-letniego Franka


Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje