Spotkanie (nie tylko) z książką

„Biblioteka to instytucja społeczna, która gromadzi, przechowuje i udostępnia materiały biblioteczne oraz informuje o materiałach bibliotecznych swoich i obcych” - tyle mówi definicja. Czym naprawdę jest miejsce, w którym gromadzą się książki?

Wszystko wydaje się zależeć od naszych indywidualnych doświadczeń. A tych, każdy z nas, czytelników, ma sporo. Zacznę od swoich, bo jestem miłośniczką bibliotek i mam do nich olbrzymi sentyment.

Reklama

W dzieciństwie każde wakacje i ferie spędzałam u dziadków. W niedużym miasteczku, jakim jest Kolbuszowa, były dwie atrakcje: kino "Grażyna" i biblioteka właśnie. Bywało, że chodziłam pięć razy na ten sam film (jeśli grali akurat "Dirty Dancing" ), za to nie wypożyczałam nigdy tej samej lektury.

Powód był jeden: nie nadążałam z czytaniem. Bo choć przychodziłam do działu dziecięcego dwa razy w tygodniu, brałam po trzy-cztery książki, zawsze więcej na półkach zostawało tych nieprzeczytanych. Co wybrać? Czasami doradzała mi pani bibliotekarka. Kiedy indziej szukałam sama, skuszona okładką, albo chwytliwym tytułem.

Nie tylko jednak chęć poznawania fikcyjnych bohaterów kierowała mymi krokami ku bibliotece. Po prostu, idąc tam czułam się dorosła i samodzielna. To, co pożyczę, było tylko i wyłącznie moją decyzją.

Między wierszami

Między tym, że chce się być dorosłym, a dorosłym się staje, powinien być wyraz "nagle". Jako studentka przychodziłam do biblioteki nie po to, by szukać książek, które chcę przeczytać, ale takich, które przeczytać muszę. Okazywało się, że historia literatury romantyzmu i pozytywizmu ma pozycji 160, a do egzaminu zostało dwa miesiące.

Co mi dawało wypożyczanie lektur? To, że mogłam korzystać z mądrości innych. Wcześniejsi użytkownicy podkreślali w nich najważniejsze wątki, czasami na marginesach ołówkiem dopisywali ważne notatki. Egzaminu z literatury w swojej studenckiej karierze nie oblałam nigdy.

Zarażać wypożyczaniem

Rozpieściłam moje dzieci. Tak bardzo chciałam, żeby czytały książki, że kupowałam im w księgarni niemal wszystko, co chciały, o ile w danym momencie było mnie na to stać. Do biblioteki chodziliśmy sporadycznie, raczej wtedy, gdy nie dało się nabyć lektury w sklepie.

W domu zaczęły się gromadzić tony bajek, a na nich głównie kurz. Czas, kiedy "Kot w butach" był ulubionym bohaterem, minął bezpowrotnie. Porozdawaliśmy więc kolorowe książki naszym znajomym, część oddaliśmy najbliższej bibliotece. I wtedy pomyślałam, że to ostatni dzwonek, by zrazić potomków wypożyczaniem książek.

Ale łatwo nie było. Syn najbardziej lubi tematykę sportową, ma ograniczoną liczbę lektur. Z kolei córka, po przeczytaniu wszystkich części Harry’ego Pottera uznała, że żadna książka jej się podobać nie będzie, bo najlepsze ma już za sobą.

Stałyśmy przed uginającą się biblioteczną półką, więc sięgnęłam po pierwszą lepszą książkę, która wpadła mi do ręki. Podałam ją swej latorośli, a ona usiadła w wygodnym siedzisku (ach, jaka szkoda, że za moich czasów takowych nie było!) i pogrążyła się w świecie fantazji.

Weszłam w ten jej świat z butami, bo do zamknięcia biblioteki zostało 10 minut. Odznaczyłyśmy pozycję u pani i pomaszerowałyśmy do domu.

Następnego dnia zauważyłam wypożyczoną książkę na moim nocnym stoliku. I kiedy przyszłam zapytać, skąd się tam wzięła, usłyszałam: "Mamo, ta książką jest taka jak ja. Musisz ją przeczytać". Nie wiem, jaka jest moja córka, ale dowiem się już niedługo. Wystarczy, że zagłębię się w "Opowieść o Despero. Historię myszki, księżniczki, zupy i szpuli nici" Kate DiCamillo.  

-----

Właśnie ruszyła druga edycja akcji "Tysiąc powodów, by czytać". To element szeroko zakrojonego programu wspierania czytelnictwa wśród dzieci. Dziesięciu bibliotekom, wyłonionym w głosowaniu internetowym, Empik podaruje po 1000 wybranych książek. Do konkursu mogą zgłaszać się wszystkie publiczne i społeczne szkoły podstawowe.  

http://mamdziecko.interia.pl/kultura/news-tysiac-powodow-by-czytac,nId,2436605


Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje