Słowa ranią

Różnica między szefem a rodzicem jest jedna. Pierwszego możemy zmienić, z drugim musimy żyć.

Przychodzisz do pracy. Ściągasz płaszcz, wieszasz go w odpowiednim miejscu, siadasz na krześle i odpalasz komputer. Nagle twój szef taksuje cię wzrokiem, mówiąc: "Znowu jesteś ostatni, jak zwykle. Nigdy nie robisz niczego na czas".

Reklama

Mija kilka chwil. Na twym biurku przybywa papierów. Chcesz wykonać swoją pracę jak najlepiej, jak najdokładniej, nie patrzysz więc, co robią inni, tylko skupiasz się na zadaniu. "Czy ty zawsze musisz wszystko robić tak wolno?" Z zamyślenia wyrywa cię podniesiony ton głosu szefa. Czujesz, że twoje ręce drżą - teraz to już na pewno nie uda ci się zrobić niczego szybciej. Nie wiesz, ile dokładnie czasu upłynęło, ale na twoją głowę sypią się kolejne pretensje. "To wszystko twoja wina! Znowu się spóźniliśmy! Przez ciebie, przez twoje gramolenie".

Nie wiesz, co masz robić. Czujesz złość pomieszaną z bezsilnością. Jest ci przykro, masz ochotę płakać i krzyczeć zarazem. Czy widzisz jakieś wyjście z tej sytuacji? Jest ich całkiem sporo. Możesz powiedzieć szefowi, że nie życzysz sobie, by tak do ciebie mówił, możesz zgłosić jego sposób postępowania do działu HR, możesz zwyczajnie odejść z pracy i znaleźć inną, albo oskarżyć bezczelnego typa o mobbing. Możesz, bo jesteś dorosły. 

Dziecko ma związane ręce 

Matka ciągnie za sobą dziecko. "Znowu jesteś ostatni, jak zwykle. Nigdy nie robisz niczego na czas" - komentuje ich wspólne wejście w momencie, gdy dźwięk dzwonka ogłasza rozpoczętą lekcję. Razem schodzą do szatni. Chłopczyk wyciąga z worka buty, a potem jak najszybciej stara się je założyć. Niestety jedna ze sznurówek zbyt mocno splotła się z drugą.

Matka nie zauważa tego, bo sprawdza wiadomości w telefonie. Syczy tylko przez zaciśnięte zęby: "Czy ty zawsze musisz wszystko robić tak wolno?" Małemu trzęsą się ręce, nieprędko założy tenisówki. W końcu kobieta wybucha: "To wszystko twoja wina! Znowu się spóźniliśmy! Przez ciebie, przez twoje gramolenie".

Co może zrobić dziecko? Nic. Nie powie mamusi, że sobie nie życzy, by w ten sposób do niego mówiła. Nie wie nawet, że ma prawo zaprotestować - myśli, że tak ma być. Nie zwróci się do nikogo o pomoc, bo przecież nie jest bite, ani wyzywane. Jest bezsilne. Rodzic ma nad nim władzę absolutną i władzy tej nadużywa.

W dodatku zamykając drogę do jakiejkolwiek poprawy - bo skoro zawsze i wszystko robię źle, to chyba już taki jestem i nigdy się nie zmienię. 

Słowa ranią

By zranić drugą osobę, nie trzeba używać najgorszych inwektyw.

Jeśli ktoś mówi, że "zawsze" coś robimy źle, albo "nigdy" nam się nie uda, to w podświadomości kodujemy negatywny komunikat. Nieprawdziwe, ale kategoryczne oceny stają się samospełniającą się przepowiednią. Jak mają odbierać je dzieci, które dopiero poznają świat?

Dla nich rodzic jest największym autorytetem, szefem zarządzającym ich życiem. Słuchają go, wierzą i ufają. Myślą, że dorosły ma zawsze rację.

Najchętniej zakazałabym używania słów "zawsze" i "nigdy". A dozwolone mogłyby być tylko w jednym kontekście - kiedy mama i tata mówią do dziecka: "zawsze cię będę kochał", albo "nigdy cię kochać nie przestanę".     

Dowiedz się więcej na temat: wychowanie

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje