Panie Marie czekają

Maria nie miała swojej rodziny – jej bliscy zginęli w zawierusze wojennej. Była młoda, w pełni sił, więc przygarnęli ją sąsiedzi. Miała dach nad głową, a praca znalazła się sama.

W końcu przy małych dzieciach tak jest, że nie ma w co ręce włożyć. Wychowała jedno pokolenie, a potem niańczone przez nią dzieci urodziły swoje pociechy i oddały pod jej skrzydła.

Reklama

Czas leciał, mali ludzie stali się dorośli, a niania zwyczajnie się zestarzała. W domu nie było już nikogo do wybawienia, a Maria nie nadawała się do cięższych prac. Widać było u niej coraz bardziej postępującą chorobę Parkinsona. Zadecydowano, że resztę życia spędzi w domu opieki.

Na staruszkę natrafiła moja koleżanka ze studiów logopedycznych - Gosia. Pisała o zaburzeniach mowy w chorobie Parkinsona, a konkretnie o jednym przypadku. Taki właśnie "przypadek" znalazła w domu opieki.

Panie spotykały się regularnie, a kiedy mocniej zaświeciło słońce Małgosia stwierdziła, że zabierze swoją podopieczną na spacer. Okryła kocem staruszkę siedzącą na wózku inwalidzkim i wyszły do ogrodu. Pani Maria rozpłakała się. Chciała całować studentkę po rękach. Mówiła, że nie pamięta, kiedy widziała drzewa. Tyle, co z okien swojej sali.

Co z tą starością?

Gdy moja córka była w pierwszej klasie szkoły podstawowej, wybrała się do domu opieki, by wraz z innymi zaprezentować mieszkańcom ośrodka program artystyczny przygotowany przez dzieci. Zapytałam ją, jak było. Odpowiedziała, że fajnie, ale nie dla wszystkich dzieci.

Ta publiczność była inna. Niektórzy, całkiem przykuci do wózka inwalidzkiego, nie byli w stanie się uśmiechać, patrzyli tylko nieobecnym, zamglonym wzrokiem. Jej przyjaciółka ze szkolnej ławki rozpłakała się. Dlaczego? Bo bała się tych ludzi. Nie byli z jej świata.

Nie można dziwić się siedmiolatce, że dla niej rzeczy, których nie widziała wcześniej, po prostu nie istniały.

Trudno jest przyjąć taką starość, z którą nie ma się do czynienia. Jeśli w reklamach występują dziadkowie, to najczęściej sprawni, a nawet jak coś im łupie w krzyżu - znakomita maść stawia ich na nogi. Mogą podnosić swoje wnuki do góry i biegać z nimi po podwórku.

Polska nie jest krajem, w którym szanuje się staruszków. Jeśli są przykuci do wózka inwalidzkiego, ich świat zostaje ograniczony do czterech ścian, a kontakty społeczne dotyczą najbliższej rodziny. A, jak widać na przykładzie pani Marii, o nią też nie zawsze jest łatwo.

Tymczasem potrzeba tak niewiele, by samotni i opuszczeni staruszkowie czuli się mniej wyalienowani ze społeczności. Wystarczy spacer, pomoc w zakupach, zwykła rozmowa. Nawet odwiedziny uczniów i ich program artystyczny. Przeznaczony dla szczególnej publiczności.

***

Nie wiesz, jak pomóc seniorom? Zajrzyj na te profile:

https://www.facebook.com/fundacjaas

https://www.facebook.com/search/top/?q=obiad%20z%20seniorem 

Dowiedz się więcej na temat: starość

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje