Nie podcinaj mu skrzydeł

Nic tak skutecznie nie hamuje rozwoju dziecka, jak przewrażliwienie rodziców. Boją się deszczu, wiatru, a nawet placów zabaw. A przecież takim strachem łatwo jest zarazić tych, których kochamy najbardziej.

Nie ma bardziej wzruszającego widoku niż niemowlę w ramionach dorosłego. Huśtane, noszone, całowane i ululane. Takie bezbronne, niewinne, całkowicie uzależnione od swoich opiekunów. Prawidłowo rozwijający się 12 - miesięczny maluch stawia pierwsze kroki, zaczyna tworzyć pierwsze zdania w stylu: "au, au tu", "mama am, am" ,"daj", chce jeść sam.

Reklama

Niestety, często zdarza się tak, że opiekunowie nie pozwalają małemu człowiekowi na samodzielne spożywanie posiłków sztućcami, tylko karmią go. Uzasadniają to najczęściej higieną, dbałością o ubiór i otoczenie. Wszak maluch może pobrudzić krzesło, ścianę, podłogę, a nawet ciapnąć zupą tego, kto posiłek podaje.  

Groźna podłoga i zdradliwa aura  

Znam rodziców, którzy nie pozwalali pełzać i raczkować swoim pociechom, bo na podłodze zawsze za dużo zarazków. Poza tym na malca czyhały szafy, szafki, nogi od stołu, generalnie wszystkie sprzęty znajdujące się w domu. Mógł się o nie uderzyć i nabić guza. Znam też takich, którzy tygodniami nie wychodzili z maluchem z domu, bo zawsze wiatr był za duży i dziecko się przeziębiało.

Zarówno w pierwszym, jak i drugim przypadku, nieświadomie szkodzili własnemu dziecku, bo kiedy niemowlę nie ma możliwości ruchu, wolniej się rozwija. A gdy nie wychodzi codziennie na spacer, nie buduje swojej odporności. 

Niebezpieczne place zabaw

Dla dziecka w wieku przedszkolnym bywają groźne place zabaw. Wystarczy posłuchać przez pięć minut, co w takich miejscach mówią opiekunowie: "Zobaczysz zaraz spadniesz z tej huśtawki", "Złamiesz nogi, przyjedzie pogotowie i zabierze cię do szpitala", "Rozwalisz sobie głowę!" - to tylko niektóre cytaty.

Dorośli czasami nie pozwalają eksplorować wszystkich urządzeń na placach zabaw, bo uważają, że ich maluchy sobie nie poradzą. Zamiast zabezpieczyć przed upadkiem małego alpinistę, lepiej mu odradzić wspinaczkę i wysłać do piachu. Nie pojmuję tylko jednej rzeczy - jak ci sami opiekunowie, drżący przed guzem, tudzież obdartym kolanem, mogą wpychać swoim podopiecznycm wprost do ust różnego rodzaju przekąski. Nie rozumiem też, jak można karmić dziecko w huśtawce i nawet nie próbuję znaleźć wytłumaczenia takich sytuacji. 

Nasza szkoła zła 

W końcu maluch zostaje uczniem. Większość z nas ubolewa nad stratą wczesnego dzieciństwa i z góry zakłada, że w szkole to się człowiek tylko uczy, a na przerwach - tylko je. Dorośli mają również złe zdanie o świetlicy, którą określa się mianem przechowalni. Mam poczucie, jakby tylko moje własne dzieci wygrały milion w totka, bo jedno z tej przechowalni nie chce wychodzić, gdyż się bawi, a drugie zazwyczaj kończy jakieś dzieło sztuki. Po powrocie ze szkoły czas na zadania domowe.

Rodzice zasiadają więc z dzieckiem do odrabiania, bo przecież muszą im pomóc. Wiadomo: jak zrobione zadanie, taki rodzic. Często nie zastanawiają się nawet, że pociecha mogłaby odrobić lekcje samodzielnie, a potem tylko pokazać efekt końcowy. A przecież co innego sprawdzić zawartość ćwiczenia, a co innego na wstępie informować syna, czy córkę, że sobie nie poradzi.   

Wiek ma znaczenie

Piłam kawę, gdy do kawiarni weszła kobieta pchająca wózek inwalidzki. Siedział na nim nastoletni chłopiec z porażeniem mózgowym. Chcąc nie chcąc zerkałam w ich stronę. Przypomniałam sobie, jak pracowałam z takimi dziećmi, jakie robiły postępy, czego mogły się nauczyć, a czego nauczyły mnie. Kobieta co jakiś czas nachylała się nad swym niepełnosprawnym synem i dawała mu całusa.

Patrzyłam na to i uświadomiłam sobie, że jestem zła. Jestem zła na nią, że traktuje swoje nastoletnie dziecko jak niemowlę. Pomyślałam o tym, jakby czuł się zdrowy nastolatek, gdyby mamusia w miejscu publicznym obsypywała go całusami. A przecież to, że chłopiec nie mówił i nie mógł się poruszać nie świadczy o tym, że nie rozumiał, nie wstydził się i nie czuł emocji.

Jak człowiek z człowiekiem 

Dzieci to ludzie, tacy jak my, tyle że młodsi, mniejsi, zdobywający wiedzę i doświadczenie. Odnośmy się do nich stosownie do wieku, zdrabniajmy wyrazy maluszkom, do starszych mówmy poprawnym językiem. Nie wieszajmy się na nastolatkach, bo wylewanie uczuć przy obcych może je zawstydzać, nie zakładajmy z góry, że czegoś nie zrobią, bo są za małe.

W oczach mamy i taty dziecko zawsze jest dzieckiem. Inni mogą widzieć rzeczy, które my niekoniecznie zauważymy.

Nie rodzimy dzieci dla siebie, ani nawet po to, by pracowały na nasze emerytury. Nie mamy ich. Mamy coś "wobec nich". A jest to wychowanie do samodzielności. Zadbanie o ich rozwój emocjonalny, wiedzę, talent.

By potrafiły być szczęśliwe nie tylko z nami, ale przede wszystkim bez nas.    

Dowiedz się więcej na temat: wychowanie

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje