Bezstresowe wychowanie się nie sprawdza

Dzieci często słyszą zakazy. Tego nie możesz, tam nie pójdziesz, tamtego nie rób. Niektórym kilkulatkom wydaje się, że słowo „nie” króluje w repertuarze ich rodziców. Z czego to wynika? Dorośli reagują instynktownie, widząc lub przeczuwając zagrożenia, których malcy nie są świadomi.

Wielu psychologów rozwojowych twierdzi, że dziecko, które nieustannie słyszy z ust opiekunów wspomniane komunikaty, po pewnym czasie zaczyna się blokować, czując, że ich inicjatywy i aktywność raz po raz spotykają się z dezaprobatą. Mimo to eksperci są przekonani, że są okoliczności, w których słowo "nie" pojawiać się musi.

Reklama

Bezstresowe wychowanie się nie sprawdza. Powiedzmy to sobie jasno. Dziecko ma znać granice swobody, także dla własnego dobra. Wyobrażacie sobie rodziców, którzy pozwalają swoim pociechom na wszystko? A może znacie takich? Nie ma możliwości, by ich postępowanie skończyło się dobrze.

Psycholog dziecięcy, dr Laura Markham, cytowana przez Independent.co.uk, przedstawia przykładowe sytuacje, w których powinniśmy powiedzieć malcowi "nie" bez względu na wszystko:

1. Parking. Zwykły, miejski lub przynależący do hipermarketu. Wszystko jedno. To wielka gratka dla kilkulatków, zwłaszcza dla chłopców rozmiłowanych w motoryzacji. Tyle aut do oglądania! Jednak dzieci są zbyt małe, by były dobrze widoczne dla kierowców samochodów. Konsekwencje tego faktu przewidzieć łatwo. Dlatego choćby nie wiadomo co, nie wolno maluchom biegać i dokazywać między alejkami. Muszą trzymać nas za rękę lub trzymać się blisko nas. Innej opcji po prostu nie ma.

2. Samolot. Na pokładzie obowiązują pewne zasady, które należy respektować. Jeśli dziecku przyjdzie do głowy biegać i krzyczeć, torpedujmy te pomysły.

3. Trzeba reagować natychmiastowo, gdy dziecko krzywdzi inną istotę. Drugiego szkraba, kota psa czy kanarka. Maluch może nie rozumieć, co robi, ale my musimy to przerwać. Dr Markham radzi, by od najwcześniejszych lat uczyć dzieci empatii. Maluch musi wiedzieć, że nie wolno ciągnąć kotka za ogon - to nie jest zabawa!

4. Podobnie z niszczeniem cudzej własności - niezależnie od tego, że dziecko się zdenerwowało i chce odreagować, czy też świetnie się przy tym bawi. Nie ma na to zgody - nigdy.

5. Nagość w miejscach publicznych od pewnego wieku nie jest już OK, normalna ani słodka. Według dr Markham taką granicą jest czwarty rok życia. Kiedy dziecko zaczyna zrzucać odzienie na środku supermarketu, ukróćmy to, nawet jeśli dla niego to cała masa radości.

6. Jeśli nasza pociecha swoim zachowaniem łamie reguły panujące w danym miejscu, nie powinniśmy jej tam zabierać. Przede wszystkim przez wzgląd na jej bezpieczeństwo, ale nie tylko. W restauracji dokazujący i rozrabiający szkrab może wbiec pod nogi kelnerowi, oblać się wrzątkiem lub zrzucić gorący obiad na kolana. Swoje lub czyjeś. Poza tym, inni goście też mają prawo do zjedzenia posiłku w spokoju.

7. Dzieci muszą wiedzieć, że są obcy ludzie godni zaufania i ci, od których należy trzymać się z daleka. Problem w tym, że niekiedy trudno ich rozróżnić. Zwłaszcza najmłodszym. Uczmy synów i córki reagowania na zaczepki, ale też nie pozwalajmy maluchom zaczepiać nieznajomych. Z wielu oczywistych powodów.

Podobne przykłady można mnożyć, a dr Markham pokazała pewien ogólny kierunek. Czy bezstresowe wychowanie, bez zakazów, jasnych zasad oraz cienia negatywnych emocji pomogło ukształtować choć jednego, zdrowego, dojrzałego i odpowiedzialnego człowieka? Wątpimy.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje