Wojna ma twarz dziecka

Liczba ofiar wojen domowych w Syrii i Jemenie dawno przekroczyła pół miliona. Wśród nich znalazły się też tysiące dzieci. Jeżeli nawet uda im się uciec ze stref walk, często trafiają do obozów, gdzie panuje głód i co chwila wybuchają epidemie. Niedożywione, przerażone i pozbawione nadziei maluchy stają się również łakomym kąskiem dla wojennych watażków.

Prawie nikt nie ma dokładnych danych dotyczących liczby zabitych w wojnach dzieci. Według szacunków organizacji humanitarnych ich liczba idzie jednak w tysiące. Na tym poziomie śmierć staje się już tylko smutną statystyką. Te trudne do pojęcia liczby umykają naszej percepcji, w pewien sposób odhumanizowują konflikt. W przekazie medialnym z rzadka przebijają się informacje o losie cywili. Najczęściej mają one postać zdjęć dzieci. Oto zaledwie kilka z nich, które ukazują okrucieństwo działań wojennych i towarzyszącą im bezsilność. 

Reklama

To zaledwie cztery fotografie obrazującego konflikt w Syrii. Prawdopodobnie ich bohaterowie zostali uratowani. Jednak nie wiemy, jak wielka jest liczba bezimiennych ofiar.

Idąc dalej na południe, trafiamy do Jemenu, gdzie uchodźcy zmagają się z epidemią cholery. Według Światowej Organizacji Zdrowie zarażonych jest ponad milion osób i aż 600 tysięcy dzieci. Przy blokadach granic, szalejącej epidemii i głodzie, ich los wydaje się przesądzony. Wprost mówi się o klęsce humanitarnej.

Wiele osieroconych dzieci trafi później do bojówek, zasilając rzednące składy osobowe lokalnych armii i podsycając nieustający konflikt. Gdy mocarstwa podpisują puste i nieefektywne rezolucje wydaje się, że dla tysięcy maluchów nie ma nadziei na lepsze jutro. 

Dowiedz się więcej na temat: Wojna | wojna w Syrii | wojna w Jemenie | Jemen | Syria

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje