Przez 18 lat nosił do pracy dziecięcą przytulankę

​Rodzicielstwo to powołanie. Najlepszym dowodem tej tezy, jest wzruszająca historia Kanadyjczyka Pata Holmesa. Przez 18 lat woził do pracy pluszową zabawkę, którą podarowała mu córka. Pikanterii całej sprawie dodaje fakt, że dorosła już kobieta nie miała o tym pojęcia.

- Nie lubię przebywać z dala od dzieci, dlatego chcę mieć ze sobą, jakąś część ich świata - powiedział dziennikarzom Washington Post, mieszkający w Vancouver prawnik.

Reklama

Dwudziestoletnia Samantha, która obecnie jest studentką kryminologii, podarowała ojcu pluszaka, gdy miała dwa latka. Po osiemnastu latach zaskoczył ją fakt, że rodzic nie tylko ciągle go ma, ale wozi zabawkę codziennie do pracy w firmie prawniczej.

Zaskoczona i wzruszona kobieta, wrzuciła zdjęcie zabawki na Reddita z adnotacją "Gdy miałam dwa latka, podarowałam tacie wypchanego wieloryba bieługę, żeby nie musiał za mną tęsknić w pracy. Osiemnaście lat później, powiedział mi, że od tego czasu bieługa chodzi z nim codziennie do pracy".

Okazało się, że to nie wszystko, bo pluszak jeździ z mężczyzną we wszystkie podróże służbowe.

Historia ma kolejny wątek, bo opublikowaniu zdjęcia, czytelnicy zwrócili uwagę, że nie jest to wcale wieloryb, a żółw. Jednak ponieważ dla dwuletniej Samanthy była to bieługa, to taką pozostawała przez kolejne osiemnaście lat.

Pan Holmes podkreśla, że raczej nie wyciąga zabawki z torby w pracy, ale musi mieć świadomość, że ona tam jest. Obecność pluszowego zwierzątka poprawia mu nastrój i powoduje, że częściej myśli o swoich, dorosłych już dzieciach.

Mężczyzna przyznaje, że trochę zaskoczyła go reakcja córki. Sądził, że wiedziała, jak bardzo jest sentymentalny. Jest też człowiekiem rodzinnym i stara się, aby wszyscy wspólnie jedli posiłki każdego dnia. Jak podkreśla "Jeśli nie ma się rodziny, to nie ma się nic".

Dowiedz się więcej na temat: wychowanie

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje