Chcę czasem wyjść bez dziecka

Nasz ekspert co miesiąc pomaga rozwiązać problem młodej mamy. Układa plan działania, podpowiada, jak się ustrzec kłopotów. Warto skorzystać z tych rad.

Zaraz po porodzie nie rozstawałam się z córeczką. Nie wyobrażałam sobie zostawienia jej nawet na moment. Gdy po kilku dniach musiałam wyjść do lekarza, z Jagódką została moja teściowa, która spędziła z nami 3 tygodnie po narodzinach małej.

Reklama

Pierwsze próby

Kolejne, wynikające z konieczności, "rozstania" - w 3.-4. miesiącu - trwały tylko godzinkę, dwie. Zostawiałam ją wtedy wyłącznie z tatą. Wymykałam się z domu, gdy spała i starałam się wrócić, zanim się budziła. Wszelkie sprawy poza domem wpisywałam w jej naturalny rytm i załatwiałam pomiędzy karmieniami.

Pomaleńku zaczęłam też wtedy wychodzić "dla siebie". Dobrze mi robiło, gdy mogłam czasem bez celu pochodzić po mieście czy wstąpić do sklepu. Starałam się jednak nie oddalać od domu. Zdarzało się, że Jagódka budziła się nieoczekiwanie i płakała. Mąż - wówczas debiutant w roli opiekuna - alarmował na komórkę: "Co mam robić? Wracaj!", a ja biegłam na ratunek. Z czasem nabraliśmy wprawy. Nawet gdy Jagódka budziła się między karmieniami, gdy mnie nie było, mąż potrafił już ją zabawić czy nakarmić i doczekać do mojego powrotu.

Mniej więcej w tym samym czasie zaczęliśmy też zapraszać gości i w ten sposób oswajać Jagódkę z nowymi twarzami i obcymi dla niej ludźmi. Może dzięki temu, że działo się to kroczek po kroczku, córeczka reagowała na wszelkie te nowości dobrze. Była pogodna, otwarta, nie bała się. W okolicach 4. miesiąca życia Jagódki pojechaliśmy na trochę dłużej do moich rodziców. Nowe miejsce, inne pokoje, inne podwórko, zupełnie nieznani ludzie...

Zanim zaczęłam wychodzić z domu (znów tylko na trochę) i zostawiać córeczkę z babcią, dałam jej, oczywiście, kilka dni na przyzwyczajenie się do otoczenia. Wiedziałam, że mogę ją bez obawy zostawić, bo malutka pozwalała babci brać się na ręce, była przy niej spokojna i zadowolona.

Problem z lękiem

Wszystko się zmieniło, gdy Jagódka miała ok. 9 miesięcy. Zaczęła bardziej zdawać sobie sprawę z moich wyjść z domu. Nawet, gdy zostawała z tatą, reagowała płaczem. Wyglądało to tak: ja zakładam buty, a Jagoda woła "Mama! Mama!" i w ryk! Spory stres... Na szczęście wiedziałam, że wszystko jest w porządku, bo zostawiam ją z tatą.

Poza tym szybko wyszło na jaw, że Jagódka płacze tylko w chwili pożegnania, a potem łatwo się uspokaja i ładnie bawi - jest spokojna i wesoła. Co ciekawe, o tym, że wyszłam i że było jej z tego powodu smutno, córeczka przypominała sobie dopiero, gdy wracałam do domu. Na mój widok natychmiast zaczynała szlochać.

"Ona się rozpłakała dopiero teraz, jak przyszłaś, wcześniej wszystko było w porządku" - uspokajał mnie mąż. Do dziś Jagódka, która skończyła już 14 miesięcy pilnuje mnie nieustannie, chodzi za mną nawet do łazienki i dobija się do drzwi. Robi to bez płaczu; po prostu lubi mnie mieć zawsze na oku.

Podnosimy stawkę

Pierwsza próba zostawienia Jagódki pod opieką osoby spoza rodziny wypadła pozytywnie. Został z nią nasz mieszkający w sąsiedztwie kolega, który ma rewelacyjne podejście do dzieci. Jest przez nie bardzo lubiany, potrafi się z nimi bawić. A ponieważ bywał u nas wcześniej, miałam pewność, że moja córeczka też dobrze się przy nim czuje. Na wszelki wypadek rozstanie miało być niedługie - tylko na czas wizyty u lekarza.

Zorganizowaliśmy to tak, że kolega przyszedł godzinę wcześniej i najpierw posiedzieliśmy we trójkę. Jagódka bawiła się na dywanie, a my obydwoje razem z nią. Wyszłam dopiero wtedy, gdy córka była już mocno zajęta zabawą i zadowolona. Zgodnie z planem poinstruowałam kolegę wcześniej, co Jagódka lubi, gdzie leżą jej rzeczy, zabawki, pieluszki. Dzięki temu pod moją nieobecność nie pojawiły się żadne problemy - wszystko poszło gładko.

W najbliższy weekend czeka nas kolejne wyzwanie. Mamy zamiar wyjść z mężem wieczorem i ten sam kolega będzie kładł Jagódkę spać. Dotychczas zawsze sama ją usypiałam, ale jestem dobrej myśli. Planujemy, że tego dnia zmęczymy malutką porządnie zabawą i skrócimy troszkę popołudniową drzemkę, żeby łatwiej jej było zasnąć wieczorem. Mam nadzieję, że i tym razem wszystko pójdzie dobrze...

Dowiedz się więcej na temat: córeczka | mąż | kolega | problem

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje