Będę lepsza!

Uważasz, że twoi rodzice popełniali błędy i nie chcesz ich powtarzać? Sprawdź, na ile można odciąć się od przeszłości, a jak zachować to, co było wartościowe.

Pamiętasz to, co bolało cię w dzieciństwie i chcesz uchronić własne dzieci przed doświadczaniem podobnych uczuć.

Reklama

Czasem jednak łapiesz się na tym, że mimowolnie naśladujesz zachowanie twojej mamy czy ojca, powtarzasz nawet ich gesty i słowa.

Nic dziwnego - wzorce z dzieciństwa zapadają w nas bardzo głęboko. Nie znaczy to jednak, że nie można się od nich uwolnić.

Poprosiliśmy kilka mam, aby opowiedziały nam o tym, jak z perspektywy czasu oceniają swoich rodziców i co robią, by nie powielać ich błędów.

Miałam zbyt wiele swobody

Agata, mama Kubusia (3 lata) i Maćka (11 miesięcy)

Moja mama pozwalała nam na wiele, a my skwapliwie to wykorzystywaliśmy. Jako dziecko byłam zachwycona jej wielką pobłażliwością, ale dziś oceniam ją inaczej.

Miłość mamy szła w parze z niekonsekwencją, np. kiedy moi bracia dostawali karę za wybryki, chwytali się różnych sposobów, żeby mamę "zmiękczyć".

I zwykle im się to udawało.

A później mieli trudności w szkole, bo nie umieli poddać się jej rygorom. Uważam, że dzieci potrzebują dyscypliny, reguł oraz konsekwencji.

U nas np. są wyznaczone stałe pory spania i posiłków, od których nie ma odwrotu.

Moi chłopcy stawiają opór, ale oni przecież jeszcze nie wiedzą, co jest dla nich dobre.

Czułam się mniej kochana

Bożena, mama Cypriana (4 lata) i Ani (2,5 roku)

Kiedy byłam mała, ciągle żyłam w przekonaniu, że rodzice poświęcają więcej uwagi mojej starszej siostrze.

Czułam się od niej gorsza i brzydsza, mniej kochana, rzadziej dostrzegana. Brak poczucia własnej wartości został mi chyba do dziś.

Dlatego wychowując swoje dzieci, staram się dawać im siebie po równo. Chcę być sprawiedliwa, nigdy nie przytulam lub nie chwalę tylko jednego dziecka - zawsze oboje. Jeśli coś kupuję jednemu, to także drugiemu.

Gdy pomagam np. w rysowaniu, to zawsze obojgu. Często mówię, jak bardzo jestem z nich dumna. Pragnę, aby każde z nich czuło, że jest wartościowym człowiekiem i że jest dla mnie tak samo ważne.

Co prawda Cyprian jest starszy i już nie potrzebuje tak dużo troski, więc Ani poświęcam więcej czasu. Mimo to synek nigdy mi nie zarzucił, że faworyzuję jego siostrzyczkę - co uważam za swój osobisty sukces.

W domu zawsze panował rygor

Karolina, mama Piotrusia (3 lata i 8 miesięcy)

Moja mama nie miała cierpliwości do dzieci i była bardzo despotyczna. Jako dziecko musiałam więc być grzeczna, posłuszna i spokojna.

Dbać o porządek, być cicho i nie przeszkadzać dorosłym. Wiele razy zazdrościłam koleżankom, których mamy były bardziej wyrozumiałe, potrafiły zażartować, miały więcej luzu i tolerancji. Postanowiłam więc, że będę inną matką.

Jednak kiedy urodził się Piotruś, musiałam zweryfikować moje plany zostania idealną mamą. Mały był tak absorbujący, że czasem miałam ochotę po prostu uciec z domu.

Gdy podrósł, chciał spędzać czas wyłącznie ze mną i... strasznie bałaganił, co mnie - wychowanej w umiłowaniu dla porządku, mocno irytowało.

W takich momentach powtarzałam sobie: "Bądź cierpliwą mamą, wyluzuj trochę, przecież dawno to sobie obiecałaś".

Ku mojemu zaskoczeniu duże wsparcie okazała mi moja mama. Kiedyś powiedziała nawet, że mnie podziwia, że mam tyle cierpliwości dla Piotrusia i że ona nie umiała taka być... Widzę, że moje metody wychowawcze przynoszą rezultaty.

Mój synek jest wesołym i otwartym dzieckiem. Dobrze się czuje w naszym partnerskim układzie, co nie znaczy, że pozwalam mu na wszystko.

Dyscyplinę wprowadzam jednak inaczej niż moja mama: jeśli czegoś zabraniam, tłumaczę dlaczego.

Dowiedz się więcej na temat: rodzice

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje