Szczęśliwa matka, szczęśliwe dziecko

​Pozwólmy odetchnąć Matkom Polkom

Dzień Matki: Dajmy odetchnąć Matkom Polkom

Kobiety w XXI wieku nie mogą rodzić w bólu, bać się ciąży i porodu, i tego, że umrą. One mają rodzić dzieci, by czuć radość, mają być kobietami szczęśliwymi i spełnionymi - mówi prof. Krystyna Slany, socjolożka i demografka z Uniwersytetu Jagiellońskiego.

Magdalena Tyrała: Macierzyństwo w dzisiejszych czasach niewątpliwie różni się od tego sprzed kilkudziesięciu lat, sprzed chociażby transformacji ustrojowej. Jak zmieniła się roli matki?

Reklama

Prof. Krystyna Slany, socjolożka i demografka z Instytutu Socjologii Uniwersytetu Jagiellońskiego: - Jeśli chodzi o społeczeństwo polskie, sprawa z macierzyństwem nie jest prosta - zarówno przed, jak i po transformacji ustrojowej - ponieważ polskie społeczeństwo, polska kultura oraz tradycja wyprodukowało mit Matki Polki. Jest to wzór kulturowy, który - jak pokazują wszystkie badania socjologiczne, psychologiczne czy historyczne - jest wzorem bardzo obciążającym. Niejednokrotnie nawet represyjnym. Ten wzór Matki Polki obecnie trochę ulega zmianom.

Kim zatem jest Matka Polka?

- Matka Polka ma wymiar mortyfikacyjny, czyli wiąże się z poświęceniem, oddaniem, cierpieniem, ciężką pracą, służalczością, troską, wypełnianiem zadań, gotowością do pracy przez 24 godziny. W zasadzie obowiązki wpisane w tę rolę są naprawdę nie do zrealizowania przez przeciętną kobietę. Można powiedzieć, że w przeszłości kobiety bezrefleksyjnie, w wyniku reprodukowania pewnych schematów kulturowych, poddawały się temu wzorcowi. Teraz - zwłaszcza jeśli idzie o wykształcone kobiety - obserwujemy bardziej krytyczne podchodzenie do zestawu obowiązków przypisanych ról matki i rolom rodzinnym.

- Wzór Matki Polki jest jednak ponadpokoleniowy, niezwykle restrykcyjny. Dlatego dzisiaj wiele młodych Polek, szczególnie z tych wyższych klas, nie chce rodzić i wychowywać dziecka w Polsce. Wolą wyjechać za granicę, bo wzory matkowania są tam bardziej przychylne. Polskie wymogi są niejednokrotnie nie do pokonania, są tak obciążające.  Dramaty, napięcia , konflikty w roli toczą się często za zamkniętymi drzwiami mieszkań. We wzorze Matki Polki nie ma wielu radości, spontaniczności, braku komfortu, bezpieczeństwa ekonomicznego, macierzyństwa według własnego projektu.

Bo zostaną skrytykowane, że źle opiekują się i wychowują dziecko?

- Tak, do wszystkiego są wytyczne - masz karmić piersią tak i tak, gotować tak i tak,  w nocy nie możesz spać, prasuj ubranka tak, a nie inaczej, bo będziesz złą matką. Wszystko przez to, że wzór Matki Polki ma znaczenie symboliczne, kulturowe, narodowe, religijne. Nie ma wśród nich matki radosnej, a są tylko: matka cierpiąca, matka bolesna, matka płacząca, matka gastronomiczna. Młode pokolenia mówią: my nie chcemy żyć w takim cierpieniu, przymusie, sztywnym gorsecie kulturowym.

W dzieciństwie dziewczynki otrzymują wizję pięknego macierzyństwa, wizję macierzyństwa idealnego, takiego które jest spełnieniem ich marzeń, czegoś cudownego, co przynosi same radości. Byłam jedną z takich dziewczynek. Jednak, jak już spełniłam swoje marzenie o byciu matką, okazało się to niezwykle trudne, czasami wręcz ponad moje siły. A nie jestem odosobnionym przypadkiem. Dlaczego w momencie, gdy ta wizja spotyka się z rzeczywistością następuje frustracja?

- Bo okazuje się, że to jedna z najtrudniejszych ról społecznych i ta rola jest najbardziej niedoceniana przez społeczeństwo, państwo i jego politykę społeczną.  Społeczeństwo  często mówi "rodzić dzieci", ale jak jest ich za dużo to mówią o nieodpowiedzialnej prokreacji. Kultura polska jest bardzo wymagająca względem szeroko rozumianych prac reprodukcyjnych, czego rezultatem jest  pojawienie się wielu niezadowolonych, zgorzkniałych, odczuwających poczucie krzywdy  matek. Ale generalnie takie napięcia i konflikty pojawiają się w większości kultur.

- Jak napisała Élisabeth Badinter, słynna francuska feministka, Polska nie ma jeszcze aż tak represyjnego wzoru macierzyństwa. Najbardziej rygorystyczny, co do wymogów jest wzór japońskiego macierzyństwa. Matka Japonka to jest konstrukt bardzo twardy, matka niemiecka też jest niezwykle silna, a najbardziej otwarta na możliwość kreowania siebie, na radość jest matka francuska. Może bierze się to z francuskiej idei równości, nie opierania społeczeństwa na esencjonalizmie, na naszej biologii, instynkcie.

- Okazuje się, że macierzyństwo jest konstruktem kulturowym.

O nie - gender (śmiech).

-Tak, gender  (relacje miedzy płcaiami, i wzory zachowań określa kultura). Cała kultura odzwierciedla się w tym wzorze. Każda kultura zmaga się z typem idealnym matki. I ten typ idealny jest dzisiaj przerabiany, kontestowany. Niezwykle dramatyczne, upokarzające, godzące w godność kobiety jest to, że w tym dyskursie, który się toczy wokół gender, odbiera się świadomość kobietom, to że są samodzielnymi podmiotami, które widzą krytycznie społeczeństwo.

- Patriarchat jest silny. Dołączają tutaj uczeni, ideolodzy, politycy, którzy zbudowali swój świat sukcesu  właśnie na nierównościach. Wykorzystali do cna pracę kobiet, żeby budować swoje kariery. Tych kobiet już często nie ma, bo umarły, albo są do dziś dnia niewidoczne, a były czy są to kobiety niezwykle wykształcone, inteligentne i mogłyby zajść dalej aniżeli mężczyźni. Ale siła patriarchatu jest tak okrutna, że odbiera sprawczość, autentyczność i wolność kobietom.

Nawet możliwość realizowania się w macierzyństwie.

- Dokładnie tak. Zwróćmy uwagę na ten nurt ekspercki - jest on zdominowany przez mężczyzn, którzy narzucają kobietom sposób rodzenia, karmienia, dają wytyczne odnośnie opieki nad dzieckiem. Na szczęście coś się dzisiaj zmienia dzięki feminizmowi, organizacjom pozarządowym, które mówią kobietom: możecie sobie same kreować swój świat, wy jesteście ekspertkami od swojego życia. Jeśli boisz się rodzić naturalnie, to nie miej wyrzutów sumienia, że decydujesz się na cesarskie ciecie. Eksperci nakazują kobietom jak to wszystko ma być realizowane, mówią, że macierzyństwo to instynkt. A tak nie jest, to jest konstrukcja.

- Macierzyństwo przez to w Polsce jest czasami realizowane w nieludzki sposób. Mówi się o matkach dzieciobójczyniach, ale jak popatrzy się na kontekst społeczny, rodziny, w których funkcjonują, otaczające  bezduszne środowisko , partnerów, to widać, że te kobiety były maltretowane, niszczone, a każda prokreacja to akt przymusu, odebrania wolności, ubezwłasnowolnienie. O "innych"  często niewidocznych, ale rzeczywistych sprawcach tragedii nie mówi się niestety wiele.

-  Można domniemywać, że w rodzinach, gdzie jest silna autokratyczna władza, tyrania, gdzie jest przemoc, gdzie jest alkoholizm, inne patologie dzieci  mogą być poczęte w wyniku gwałtu małżeńskiego, albo w wyniku przymusu. To jest ogromny problem, tabu. Lekarze, terapeuci, pracownicy socjalni nie radzą sobie z tym ukrytym problemem społecznym. Nie radzą sobie same kobiety.

Dlaczego w Polsce tak rzadko mówi się o macierzyństwie bez lukru? Chodzi o przyrost naturalny? Nie straszymy, żeby kobiety decydowały się na macierzyństwo?

- Bo to jest produkt kulturowy, a tymi reproduktorkami patriarchatu są same kobiety, bo tak perfekcyjnie zostały zsocjalizowane do życia permanentnej trosce, rozwiązywaniu problemów, służeniu. Jaka matka jest najlepsza? Ta, która najwięcej cierpi i nie skarży się.

- Jeśli pochylamy się nad Matką Polką, należy popatrzeć na macierzyństwo przez chociażby klasę społeczną, pojęcie które kompletnie wyparowało. Jakże odmienne są realizacje tego wzoru matki wśród kobiet bardzo biednych, bezrobotnych, mieszkających na wsi, a tych bardzo świadomych z klas wyższych.

Nasze państwo nie pomaga ani bogatszym, ani biednym matkom, nie podejmuje działań na ich rzecz.

- Co zrobiliśmy po transformacji, aby kobiety mogły swobodnie łączyć życie rodzinne, bycie matką ze sferą zawodową? Tak, tę sferę publiczną kształtuje przede wszystkim polityka państwa, określona polityka społeczna, polityka rodzinna, ludnościowa. Ale pamiętajmy też, dzisiaj tę sferę publiczną kształtujemy my, głosem i aktywnością obywatelską. Wiele zależy od samych kobiet - przejścia od tożsamości biernej do tożsamości publicznej, politycznej. Po to ona jest, by kobiety mogły być pełnymi obywatelkami, a nie tylko jakimś elementem funkcjonalnym porządku społecznego. Nie może rezygnować ze swoich praw i przywilejów w sferze publicznej, i  oddać się w całości dzieciom, sprawom domu.  Jeśli tak wybierze musi znać konsekwencje swojego wyboru w perspektywie całego cyklu życia.

- Polityka państwa powinna pomóc w tworzeniu work -life balance , stworzyć dobry program dostosowany  do  współczesnych potrzeb matek, dzieci, rodzin. To rynek pracy powinien się do nich dostosować, a ekonomia powinna wspierać rodziny, bo w przyszłości to rodziny będą wspierać ekonomię. To jest sprzężenie zwrotne, system naczyń połączonych. O rodzinie nie warto było do niedawna dyskutować, dopóki nie dokuczył nam problem demograficzny, potężna depresja demograficzna. Nagle rodzina, a raczej posiadanie dzieci znalazło się na świecznikach narodowych.

Mimo to wciąż nic dobrego poprawiającego jej kondycję się nie dzieje.

- Bo rodzina kosztuje. Ale śmiało można powiedzieć, że to jest jedyna inwestycja, która się zwróci. Nagle zaczęto podnosić temat rodzin wielodzietnych, jednak nikt nie podkreśla, jaka  ciężka praca  (nieodpłatna oczywiście) jest  realizowana w domu, jak wysokie są koszty utrzymania takich rodzin. Dlatego na ogół słyszymy o rodzinach wielodzietnych patologicznych, mimo że jest wiele rodzin wielodzietnych w klasie średniej czy niższej. Ale one muszą same  walczyć o przetrwanie i to robią w niesamowity sposób. Są takie rodziny, decydują się świadomie na wielodzietność i  one powinny otrzymać wsparcie państwa. Pomoc doraźna nie wystarczy.

- Dobrze prowadzona polityka prorodzinna może zaskutkować dopiero za 10 czy 15 lat. To są twarde fakty, a demografia zmienia się bardzo powoli. Więc najpierw trzeba zrobić coś przede wszystkim dla kobiet, bo to jest podmiot absolutnie pomijany.

A czy kobiety faktycznie uciekają teraz od macierzyństwa?

- Raczej opóźniają decyzje prokreacyjne i  decydują się na mniejszą liczbę dzieci. Dzisiaj wykształcone kobiety mają dużą świadomość, ile kosztują dzieci i jakie są infrastrukturalne ograniczenia (żłobki, przedszkola). I nie chodzi mi o pieniądze, tylko o olbrzymie koszty wychowania zgodnego z wymogami  nowoczesnego społeczeństwa, nowoczesnej edukacji.

- To jest też sprawa powszechności antykoncepcji, o której się nie mówi, bo ludzie boją się instytucji, które dyscyplinują społeczeństwo. Mamy do czynienia z tw. cichą rewolucją w zakresie antykoncepcji. Jest powszechnie praktykowana.

A przed transformacją ustrojową wzorzec Matki Polki był tak samo trudny?

- Myślę, że był trochę prostszy. Dziś na ten wzorzec nakładają się wymogi bycia superkobietą, super mamą , przenikają globalne wzory kulturowe i modyfikują rodzime wzorce. Rola kobiety niesamowicie się rozrasta, Wzrost poziomu wyksztalcenia generuje wzrost aspiracji zawodowych .  Nie po to kobiety się kształciły, żeby teraz nie mieć pracy, własnych sukcesów, ale przede wszystkim własnych zabezpieczeń na starość. Dziś wypracowuje się samemu zabezpieczenia emerytalne, więc trzeba myśleć w bardzo długofalowej perspektywie, że praca jest  ogromna wartością, tak samo jak dzieci.

- Współczesna kobieta może mieć to wszystko, ale ogromnym kosztem. Wszystko zależy od polityki, poziomu świadomości samych kobiet, ich zaangażowania w rozwój społeczny i sprawy demokracji. W Polsce na wszystko zwraca się uwagę, tylko nie na sytuację kobiet. Nie mówimy tu o matkach celebrytkach, z wyższych klas. Powinniśmy zwrócić szczególną uwagę na kobiety z niższych klas.  Teraz czas na   głos kobiet

A jaka jest sytuacja Matki Polki z klasy niższej?

- Wszystkie badania pokazują, że im wyższa liczba dzieci w polskiej rodzinie, tym większe zagrożenie ubóstwem. Obserwuję klasę niższą w Polsce i widzę, że większość biednych kobiet marzy o pracy, o tym by łączyć ją z macierzyństwem, a nie ma takiej możliwości. Dla nich praca jest niezwykle ważnym zasobem, który wzmacnia kapitał ludzki. Marzą, by iść do pracy, by wysłać dzieci do żłobków, przedszkoli, kupić komputer, kupić cos dla domu.

A żłobków i przedszkoli nie ma nawet dla dzieci pracujących już matek...

- Tak właśnie. W mieście brakuje żłobków i przedszkoli, a w przestrzeniach wiejskich jest ich zdecydowanie mniej. Kobiety z dużych miast, z klasy średniej wyższej, moje koleżanki - pracownice naukowe posyłają swoje dzieci do żłobków i przedszkoli, a dzieci tam znakomicie się rozwijają intelektualnie, więc rośnie przepaść klasowa, potworna przepaść między dziećmi. Jest to niepokojące. Rodziny z klas wyższych świetnie sobie poradzą, jednak kobietom z klas niższych jest niezwykle trudno, więc trzeba  rozwijać infrastrukturalne formy wsparcia.

A jaki mamy spadek dzietności?

- Dzietność w Polsce spadła o ponad 40 proc. w porównaniu z okresem PRL-u i spadek dotyczy wszystkich klas społecznych. Ale niebezpieczeństwem jest to, że w biednych rodzinach realizowany i wciąż przekazywany jest model tradycyjny, gdzie przyjmuje się, że mężczyzna pracuje, a kobieta zajmuje się dziećmi. Kobieta w związku z tym nie wychodzi na rynek pracy, a mężczyzna pracuje w tych branżach, gdzie dochody nie wystarczają na utrzymanie rodziny, więc bieda w takiej rodzinie się utrwala.

- Wyjście kobiety na rynek pracy niezwykle wzmacnia ekonomicznie rodzinę. Ale jest to możliwe jedynie wtedy, gdy będziemy mieć zaplecze infrastrukturalne (żłobki i przedszkola), dobre instrumenty wspierające rodzinę.

A dlaczego często już nie państwo, ale kobieta kobiecie wilkiem? Widać to chociażby na forach parentingowych.

- To się nazywa antysiostrzeństwo. Kobiety same się stygmatyzują: "Ty tak szybko wracasz do pracy? Jaka z ciebie matka? Nie karmisz piersią dwa lata? Zwyrodnialec, nie matka". To, że kobiety występują przeciwko sobie pokazuje tylko, jak silny jest patriarchat, jakie reproduktorki  sytemu wyprodukował, którym przez głowę nie przejdzie, że podtrzymują pewien porządek, nie przez nie same zbudowany, tylko przez instytucje patriarchalne, w których przemoc symboliczna jest zdaje się być czymś naturalnym. Dopiero przejście całego cyklu  życiowego przez kobietę pozwala jej dostrzec, że kobiety mają wspólny interes. Staje się tak jednak trochę za późno.

Właśnie, a przecież taka relacja to wielka siła, wsparcie dla kobiet. Nie funkcjonuje już tak dobrze - jak kiedyś - pomoc w wychowywaniu dzieci przez babcie, ciotki. Brakuje uproszczeń dla tego całego rodzinnego systemu opieki nad dzieckiem, jakie dawała rodzina poszerzona.

- Rodziny poszerzone się obecnie kurczą, w środowiskach wielkomiejskich następuje silny proces nuklearyzacji rodziny.  Rodziny same muszą rozwiązywać swoje problemy  radzić sobie jak zaspokajać potrzeby.

- Mam nadzieję, że młode kobiety, nowe pokolenia będą mogły znaleźć własną drogę w macierzyństwie, nie będą odczuwały szeregu trudności związanych z wypełnianiem  tej roli ,będą mogły być takimi matkami, jakimi chcą i będą miały odpowiednie zasoby ekonomiczne, by realizować się w macierzyństwie. Co z tego, że kobieta chce być matką jak Kasia Cichopek, jeśli nie jest w stanie zapłacić nawet za wycieczkę dziecku i kupić sobie elementarnych rzeczy, jak na przykład bielizna. Te strukturalne uwarunkowania ekonomiczne to bardzo poważne ograniczenia dla kobiet i macierzyństwa.

- Ważna jest także koncepcja "ja" kulturowo ukształtowana. Ona też musi się zmienić. A instytucje patriarchalne niestety utrwala swoją nauką ten wzorzec mortyfikacyjny - urodziłaś się, by cierpieć; im więcej cierpienia, tym jesteś bardziej szlachetna.

Tak, cierpienie jest nieuniknione w macierzyństwie. Wszystko zaczyna się wraz z porodem.

- Cierpienie to jedno, ale do tego dochodzi jeszcze strach.

Czego boją się matki?

- Chociażby rodzić. Każda kobieta powinna przeczytać książkę "Zrodzone z kobiety. Macierzyństwo jako doświadczenie i instytucja" Adrienne Rich. Tam pokazane jest macierzyństwo, jako moje własne doświadczenie, moje własne przemyślenie oraz jako instytucja, która jest obciążona różnymi formalnymi, tradycyjnymi, często nieludzkimi obwarowaniami,   w których przychodzi kobietom rodzić w strasznych warunkach.

- Nawet w XXI wieku w szpitalach kobiety umierają. Jak rodzić dzieci, jeśli dzisiaj większość kobiet idąc rodzić pisze testament?

W Polsce?

- Tak, panika ogarnęła kobiety po tych głośnych przypadkach, między innymi śmierci rodzącej w Krakowie. Widać to na forach internetowych. Dla mnie, jako badaczki najważniejsze jest badanie macierzyństwa jako doświadczenia. Co takiego się stało w trakcie ciąży, porodu, praktykowania macierzyństwa?

- Trzeba brać pod uwagę głos kobiet, a nie  tylko ekspertów. Jeśli kobiety chcą cesarskiego cięcia, bo boją się, że umrą w trakcie porodu, że pęknie im macica, że lekarze nie dopatrzą przebiegu porodu, to muszą mieć prawo z tego korzystać. To nie może być instytucjonalna, patriarchalna ideologia. Ma być tak, jak chce kobieta. Kobiety w XXI wieku nie mogą rodzić w bólu, bać się ciąży i porodu i tego, że umrą. One mają rodzić dzieci, by czuć radość, mają być kobietami szczęśliwymi i spełnionymi.

Zmienia się obecnie rola ojca. Powoli, ale jednak. To również może pomóc kobietom.

- W Polsce jest dużo rodzin monoparentalnych - samotnych i samodzielnych matek oraz mniej samodzielnych ojców. Najpiękniej jest jednak, gdy macierzyństwo łączymy z ojcowaniem. Spróbujmy zdekonstruować hipermacierzyństwo i na nowo stworzyć konstrukt współodpowiedzialnego rodzicielstwa. Dzisiaj w nowej socjologii rodziny nazywa się to etosem intensywnego rodzicielstwa. Trzeba rozwijać kariery rodzicielskie mamy i taty, nie tylko matki. Pozwólmy odetchnąć Matkom Polkom.

Czy w krajach, gdzie jest równość płciowa, równościowy podział obowiązków, jest i większy przyrost naturalny?

- Tak, oczywiście. Świetnie widać to na przykładzie Skandynawii czy Francji. Francuzki rodzą około dwójki dzieci. U nas współczynnik dzietności wynosi jedynie 1,3. I czas nazywany depresją demograficzną.

Dowiedz się więcej na temat: macierzyństwo
Najlepsze tematy