Jak mówić, żeby dziecko słuchało?

Malec zachowuje się jak głuchy. Tańczy i śpiewa, zamiast sprzątnąć klocki, Bawi się kaszką, zamiast ją jeść. Co zrobić, by przykuć jego uwagę?

Dlaczego o niektórych osobach mówi się, że "mają świetne podejście do dzieci"? Bo właśnie one potrafią sprawić, że maluchy nagle słuchają tego, co się do nich mówi i same, z własnej woli, zaczynają robić to, o co się je prosi.

Reklama

Umiejętność znalezienia z malcem "wspólnej fali", dostrojenia się do jego sposobu odbierania świata jest niezwykle cennym darem, zwłaszcza gdy samemu jest się rodzicem.

Jednak nie każda mama czy tata dysponuje takim wrodzonym talentem, co nie znaczy, że stoi na straconej pozycji.

Są pewne zasady, które ułatwiają porozumiewanie się z dzieckiem: dzięki nim smyk będzie chciał cię słuchać i sam chętniej wyrazi własne zdanie. Oto one.

Zniż się do poziomu oczu malucha

Wyobraź sobie, że rozmawiasz z olbrzymem, którego oczu i ust właściwie nie widzisz. Głos dochodzi gdzieś z oddali, a ty wpatrujesz się w jego brzuch, falujący przy każdym oddechu. Tak samo czuje się malec, kiedy mówisz coś niego na stojąco.

Jeśli chcesz, by smyk chciał słuchać tego, co masz mu do powiedzenia, musisz przyciągnąć jego uwagę bliskością swojej twarzy. Dlatego przykucnij, przyklęknij, usiądź z dzieckiem na podłodze.

- Można wziąć dziecko za rączkę, popatrzeć mu w oczy. To sprawi, że malec poczuje się ważny, będzie wiedział, że mówimy naprawdę do niego i że uważnie go słuchamy - mówi Teresa Rogalska, psycholog dziecięcy.

Podkreślaj swoje słowa gestami, kręceniem głową, uśmiechem lub surową miną. Dzięki temu dziecko łatwiej cię zrozumie. Bądź również uważna na gesty i miny maluszka. To ważne, zwłaszcza w przypadku małych dzieci, które jeszcze słabo mówią i nie potrafią przekazać wszystkiego słowami.

Nie wdawaj się w jałowe dyskusje

Często angażujesz się w słowne przepychanki z dzieckiem, które kończą się na niczym? Mówisz np. do smyka: "Masz zjeść całą zupę", on na to: "A właśnie, że nie zjem". "Zjesz i już, inaczej nie pójdziesz na plac zabaw" - grozisz.

Po czym dzwoni telefon, a ty zapominasz o całej sprawie. Tak samo jak wtedy, gdy dla świętego spokoju kupujesz zabawkę, ponieważ brzdąc zaczyna płakać. Wszystko, żeby tylko uniknąć awantury w sklepie.

Dla dziecka każda z tych sytuacji stanowi bardzo ważny komunikat: rodzice są niekonsekwentni, można z nimi wiele spraw załatwić krzykiem albo liczyć na to, że o nich zapomną, bo zajęli się czymś innym.

- Postępując tak, sprawiamy, że dziecku zawsze będzie się opłacało spróbować krzyku, nieposłuszeństwa albo ucieczki - ostrzega Rogalska. Denise D. Witmer w książce "Wychowywanie zaradnych dzieci.

Poradnik bez kantów" (34,90 zł, wydawnictwo Helion) radzi, aby bardzo starannie wybierać bitwy, w które się angażujemy. Nie wdawaj się więc codziennie w 15 dyskusji.

Nie mów "Zjedz zupę do końca", jeśli nie zamierzasz dopilnować, by naprawdę tak się stało. Nie miotaj groźbami bez pokrycia. Wybierz jedną lub dwie sprawy, na których naprawdę ci zależy, i wyegzekwuj je.

Może to być np. posprzątanie zabawek z podłogi. Skup się na moment na tym, że się tego domagasz.

Dopilnuj, by dziecko starannie sprzątnęło. Możesz zagrozić czymś bardzo dotkliwym, choćby tym, że pozostawiona na podłodze zabawka zniknie i zostanie wysłana dzieciom z domu dziecka, które na pewno się z niej ucieszą.

Gdy maluch, przyzwyczajony, że nigdy nie dotrzymujesz słowa, znów nie sprzątnie, weź jedną z zabawek, zapakuj ją przy nim, głośno to komentując, i w drodze do przedszkola zanieś paczkę na pocztę. Przegraną bitwę smyk na długo zapamięta.

Dowiedz się więcej na temat: słuchać | komunikat | pierścionek | maluch | dziecko

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje