Demokratyczna Republika Kongo - druga misja Małgorzaty Foremniak

- W Kongo widziałam dzieci, które przyszły na świat w skrajnym ubóstwie, na krawędzi życia i śmierci, a jednocześnie tak radosne i pełne wiary w lepszy los. To straszne, że kraj, który dzięki bogactwom naturalnym mógłby zapewnić swoim mieszkańcom dobry i bezpieczny byt, trwa pogrążony w kryzysie humanitarnym od dziesięcioleci. I straszne, że dzieci umierają tam z powodu chorób, którym umiemy zapobiegać - mówi Małgorzata Foremniak, która odbyła drugą już w historii swojej pracy na rzecz dzieci podróż do Afryki. Tym razem celem było wschodnie Kongo, miejsce zapomniane przez świat.

Reklama

Kongo mogłoby być rajem na ziemi dzięki żyznym glebom, dobremu klimatowi i widokom zapierającym dech w piersiach. Malownicze zielone wzgórza, a u ich stóp - szmaragdowe jeziora. Niestety wschodnie Kongo to także miejsce najbardziej tragicznego kryzysu humanitarnego ostatnich dziesięcioleci.

Od lat mieszkańcy tej pięknej krainy porzucają swoje domostwa i uprawy w panicznej ucieczce, której cel jest tylko jeden - ratowanie życia. Dwie wojny (1996/1997 i 1998-2003), ciągłe pomniejsze konflikty i totalny brak stabilizacji sprawiają, że skala nieszczęść spotykających mieszkańców tej części kraju, a w szczególności dzieci, jest nieporównywalna z jakimkolwiek innym miejscem na świecie.

W ciągu ostatnich dziesięciu lat zginęło ponad pięć milionów osób - to tragedia porównywalna tylko z II Wojną Światową. Każdego dnia przybywa nowych ofiar przemocy, głodu i chorób. Trudno oswoić się z tą informacją, zwłaszcza, że Kongo już dawno nie pojawia się w wiadomościach, nie czyta się o nim w gazetach. I tylko pracownicy organizacji humanitarnych, takich jak UNICEF, każdego dnia walczą o to by nie zapomniano o niewinnych ofiarach konfliktu.

W kraju dziewięciokrotnie większym niż Polska jest tylko 300 kilometrów asfaltowych dróg. Na skutek ciągłych walk przestały funkcjonować niektóre podstawowe instytucje i usługi, a do niektórych miejsc nie mogą dotrzeć nawet organizacje humanitarne.

Nie ma drugiego takiego miejsca na świecie, gdzie skala okrutnych gwałtów dokonywanych na kobietach byłaby większa. Dla oprawców to jedna z metod na pokonanie przeciwnika.

W ostatnich miesiącach, z powodu nasilenia konfliktów, domu nie ma już ponad połowa mieszkańców północno - wschodniej części kraju, przy granicy z Rwandą.

Konsekwencje są druzgoczące. Gwałtownie wzrósł odsetek niedożywionych dzieci. - Maria, którą spotkałam w obozie dla uchodźców, mieszka tam wraz z pięciorgiem dzieci. Jej podstawowe pożywienie to trzy kilogramy mąki i ćwierć litra oleju na miesiąc. Z powodu tak ubogiej diety dzieci chorują coraz częściej. Maria straciła już dwójkę - mówi Małgorzata Foremniak.

- W podobnej sytuacji są tysiące matek. Zmuszone do ucieczki z domów, znalazły się w niewyobrażalnych dla nas warunkach - dodaje.

Potrzeby są ogromne. UNICEF prowadzi szereg programów, począwszy od zapewnienia schronienia rodzinom, przez dożywianie, podstawową edukację, czy programy pomocy dla skrzywdzonych kobiet. Bardzo ważne jest wypracowanie takich mechanizmów, które zastosowane na szeroką skalę mogą znacząco obniżyć umieralność dzieci, jedną z najwyższych na świecie. Dlatego od kilku lat UNICEF prowadzi program zwalczania tężca, choroby dziesiątkującej nowo narodzone dzieci.

W krajach takich jak Kongo śmiertelność zakażonych tężcem noworodków sięga 100 proc. - Szczepionka to jedyny skuteczny i bezpieczny sposób ochrony przed chorobą - mówi Magdalena Hernandez z UNICEF Polska.

- Podana ciężarnej kobiecie chroni zarówno ją jaki jej nowo narodzone dziecko. Koszt tej szczepionki to zaledwie kilkanaście groszy, a dla dziecka to jedyna szansa, ponieważ jeśli zachoruje, szanse na jego uratowanie są praktycznie zerowe. Tutejsze szpitale są przepełnione, narażone na ataki grup zbrojnych. Brakuje w nich podstawowych leków i tlenu, niezbędnych do uratowania życia dziecka. UNICEF w Kongo jest też odpowiedzialny za przechowywanie szczepionek w specjalnych chłodniach i transport szczepionek, często w miejsca prawie zupełnie odcięte od świata - dodaje.

- Po powrocie do Polski wciąż mam przed oczami szpitale w Kongo. Myślę o tym, ile tysięcy dzieci umiera tam tuż po narodzinach w ramionach swoich mam, zakażone tężcem, bo nikt nie zdążył lub nie umiał im pomóc. Nie sposób opisać, jak straszna jest to śmierć, gdy mięśnie chorego dziecka zaciskają się tak bardzo, że nie może złapać powietrza.

Jak na ironię, to właśnie tężec - okrutny, cichy zabójca - jest chorobą, której łatwo stawić czoła stosując szczepienia. Już udało się go wyeliminować w siedmiu krajach. Teraz także my w Polsce możemy włączyć się do globalnej kampanii walki z tężcem. Wystarczy tak niewiele by uratować życie dziecka! - apeluje Małgorzata Foremniak, która jest Ambasadorem Dobrej Woli UNICEF od 2005 roku. Polska aktorka znalazła się w gronie ponad 300 znanych na całym świecie osób: aktorów, muzyków, sportowców, którzy wspierają UNICEF. Ich głos jest głosem dzieci, które same są za słabe by walczyć o swoje prawa.

materiały prasowe

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje