A skąd się biorą dzieci?

Opowieści o tym, jak to rodzice znaleźli małe zawiniątko w kapuście albo dostali przesyłkę od bociana wystarczały nam, nasze dzieci są bardziej nieufne w tej kwestii. I bardziej dociekliwe.

Pewnego ranka w drodze do przedszkola mój syn uświadomił mnie na temat swojego uświadomienia, mówiąc: - Mamo, nie musisz mi mówić, skąd się biorą dzieci, ja wiem. Oglądałem "Było sobie życie". Po czym pięciolatek opowiedział mi historię plemników podążających w stronę komórki jajowej. Historię zakończoną narodzinami.

Reklama

Kłopotliwa kwestia obecności życiodajnych plemników w drogach rodnych kobiety również nie sprawiała kłopotów maluchowi: - Jak się mama z tatą całują, to się rodzą dzieci. Proste.

Odpowiedź na miarę potrzeb

Psychologowie są zgodni - rozmawiając z dziećmi o seksie należy mówić prawdę. Zawsze. Tyle, że przystosowaną do możliwości poznawczych trzylatka lub nastolatka. Co innego bowiem w relacjach damsko-męskich spędza sen z powiek malucha, co innego, odkrywającego własną seksualność, trzynastolatka.

Maluch pytający, skąd się biorą dzieci, z pewnością nie pyta o to, jak uprawia się seks. Dociekliwe dziecko chce się dowiedzieć, jak funkcjonuje świat - dlaczego woda w morzu jest słona, czemu samoloty nie spadają i skąd się biorą dzieci.

Tłumacząc mu zjawisko latających samolotów, nie odwołujesz się do skomplikowanych praw fizyki. Prostym językiem tłumaczysz odpowiednio do stanu wiedzy dziecka. Tak samo z seksem.

Rodzice też się kochają

Ważne, by w rozmowach z dziećmi nie traktować seksu, jako czegoś wstydliwego. Jeśli na pytanie malca, skąd się bierze dziecko w brzuchu mamy, zareagujesz zakłopotaniem, dziecko pomyśli najprawdopodobniej, że sprawiło ci przykrość, a rozmawianie o tym jest czymś złym.

Nie można także sprowadzać seksu wyłącznie do prokreacji. Jeśli wyjaśnisz kilkulatkowi, że przytulanie jest bardzo przyjemne - z pewnością go to usatysfakcjonuje i zaspokoi dziecięcą ciekawość.

Rodzice nie tylko przekazują informacje na tematy związane z seksem, przede wszystkim kształtują stosunek dzieci do tej sfery życia. Jeśli dasz dziecku sygnał, że seks jest czymś złym i brudnym, ono przyjmie to za obowiązujący model. W późniejszym życiu zaś wszelkie zbliżenia będzie traktowało jako zło konieczne, coś wstydliwego, czego nie należy robić, a tym bardziej czerpać z tego radości.

Zobacz wypowiedź prof. Zbigniewa Izdebskiego
""

Jak to się nazywa?

Dwuletnie dziecko z pewnością zauważyło już podczas kąpieli swoje narządy płciowe. Jeśli miało okazję widzieć nago swoich rodziców lub inne dzieci płci przeciwnej, zwróciło także uwagę na to, że okolice intymne różnią się. To na pewno wzbudziło jego zainteresowanie i pytania w rodzaju: "a gdzie twój siusiak?", " co ma Tomek dziwnego i dlaczego ja tego nie mam?".

Tłumacząc dziecku różnice fizjologiczne trzeba odpowiednio nazwać narządy płciowe. O ile w słowniku malucha słowo "siusiak" jest na miejscu, o tyle w rozmowie z nastolatkiem nie powinno się już pojawiać. Razem z maluchem możecie wymyślić swoje nazwy na intymne okolice, należy się jednak wystrzegać określeń typu "te" miejsca, "te" sprawy. Tajemnicze "te" sprowadzają seks do strefy tabu.

Dowiedz się więcej na temat: seks | rodzice | dziecko

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje