Znasz prawdziwe jedzenie?

Homogenizowane mleko UHT 0 proc. tłuszczu, modyfikowane genetycznie pomidory, chrzan, w którego składzie jest tylko 30 proc. prawdziwego chrzanu. Co dalej?

Dawniej, kiedy mamie wyjątkowo udało się ciasto, mówiło się "jak ze sklepu". Teraz lepiej nie prawić takich komplementów. Na półkach sklepowych pełno produktów, krótko mówiąc, sztucznych, pełnych ulepszaczy i poprawiaczy smaku. Czy smak jest lepszy?

30 proc. chrzanu w chrzanie

Reklama

Chrzan tarty ze sklepowej półki zawiera jedynie 30% naturalnego chrzanu. Reszta to woda, ocet, cukier, olej, sól, guma guar, substancja konserwująca E 171, substancja zagęszczająca E 223.

"Prawdziwe" jedzenie staje się trudno dostępne. W supermarketach tworzone są specjalne działy ze zdrowym jedzeniem. Można tam dostać prawdziwy dżem bez konserwantów, babciną metodą przyrządzane soki, makarony z jajek i mąki. Ceny tych produktów są często dwu- a nawet trzykrotnie wyższe niż ceny jedzenia z normalnej półki. Ponadto, nie są dostępne w każdym sklepie. Używanie tych samych czy podobnych konserwantów i ulepszaczy powoduje, że smaki i zapachy wielu produktów stają się do siebie bardzo podobne. Syrop malinowy, który ma w składzie jedynie kilka procent malin niewiele różni się od wiśniowego z domieszką wiśni, bo głównymi składnikami obydwu są cukier, woda i sok z aronii i konserwanty.

Często jadamy żywość technologicznie przetwarzaną. Techniki puszkowania, mrożenia i odwadniania, używane przy przerabianiu, niszczą większość smaku jedzenia. Grupy naukowców pracują nad recepturą sztucznego smaku dodawanego do przetworzonych produktów. "Przemysł smakowy jest okryty wielką tajemnicą. Wiodące firmy nie chcą ujawnić dokładnych receptur składników smakowych, ani też wskazać swoich klientów. Tajemnica jest uznawana za sprawę fundamentalną, mającą chronić reputację lubianych marek" - pisze Eric Schlosser w książce "Fast Food Nation". Zauważa także, że tajemnica kryjąca się za zapachami kremu do golenia, szamponu, mydła czy pasty do mebli jest dokładnie taka sama jak ta, która decyduje o smaku kolacji z zamrażarki supermarketu.

Genetycznie zmodyfikowana kuchnia

Organizmy Modyfikowane Genetycznie (z ang. Geneticalli Modified Organisms) wciąż budzą wiele kontrowersji. Są to rośliny lub zwierzęta, które dzięki zmianie w ich materiale genetycznym uzyskały nowe cechy. Zmiana ta nie zachodzi w warunkach naturalnych na wskutek krzyżowania lub naturalnej rekombinacji. Z jednej strony, GMO pozwalają na stworzenie kukurydzy odpornej na herbicydy czy pomidora odpornego na suszę. Z drugiej jednak, modyfikacje genetyczne mogą powodować nieprzewidziane negatywne skutki. Prawie w ogóle nie prowadzi się badań pod tym kątem.

Genetycznie Modyfikowane Organizmy niszczą bioróżnorodność. Zamiast wielu odmian, na przykład, kukurydzy o różnych właściwościach i wartościach odżywczych uprawia się jedną taką samą zmodyfikowaną odmianę. Rozwoju technologii modyfikacji żywności nie można zatrzymać. Co prawda w Polsce nie ma jeszcze przemysłowych upraw roślin transgenicznych. Na rynku polskim znajdują się jednak komponenty i produkty GMO, takie jak soja czy wspomniana kukurydza, sprowadzane zza granicy a w sklepach pełno jogurtów z genetycznie modyfikowana mączką w składzie.

Skąd się bierze mleko? Z kartonu

Sprzedająca na jednym z krakowskich placów targowych swojskie produkty i wyroby- mleko, twaróg, wędliny - musi wstać o 3.00 nad ranem, żeby przywieźć wszystko świeże do Krakowa. Ma do przebycia ponad sześćdziesiąt kilometrów. Niektórzy dojeżdżają spod Rabki, z okolic Limanowej czy Andrychowa. Kupują? - Kupują, mam nawet stałych klientów, co zawsze przychodzą po ser, ale młodzi to się dziwią, że to ma taki smak. Oni przecież nie wiedzą, jak pachnie serwatka. - powiedziała starsza pani spod Mszany.

Handlarze z placów targowych sprzedają owoce i warzywa wyhodowane przez siebie. - Przy tym trzeba się narobić, ale nie tylko ja się męczę. Mąż, dzieci, najęty pracownik. To i opielić trzeba, truskawki to przynajmniej trzy razy w roku, pozbierać, dowieźć. Zarobię, ile sprzedam. - powiada sprzedawczyni sezonowych owoców i warzyw. Sezonowych znaczy, że wszystko rośnie naturalnie, pod prawdziwym słońcem a nie lampą szklarniową. Pomidory nie są idealnie okrągłe, bo przecież takie same nie urosną, ale za to smakują jak prawdziwy pomidor.

Produkcja na masową skalę, w szklarniach, przy użyciu sztucznych nawozów jest z pewnością tańsza i bardziej wydajna. Odbija się to jednak na jakości warzyw i owoców.

Wielu też nie wie, jak smakuje prawdziwe mleko, na powierzchni którego zbiera się śmietana. Na sklepowych pólkach pełno kartonów oznaczonych skrótem UHT. Proces ten (z ang. ultra high temperature processing) polega na ogrzewaniu mleka w temperaturze 135-150°C przez kilka sekund i natychmiastowym schłodzeniu do około 20°C. Mleko UHT jest sztucznym, nienaturalnym pożywieniem. Jest pozbawione pożytecznych bakterii, wzmacniających układ odpornościowy i kostny, wspomagających właściwe trawienie. Sklepowe mleko bywa też homogenizowane. Homogenizacja powoduje, że zarówno mleko jak i śmietana przybierają taką samą konsystencję. Przepuszcza się je pod wysokim ciśnieniem przez miedzianą dziurkowaną płytkę. Cząstki tłuszczu pękają i to powoduje zniekształcenie białek mleka, co sprawia, że mleko jest w dużej mierze niestrawne.

Na zachodzie jeszcze gorzej

Na jednym z forów internetowych dla Polaków mieszkających w Irlandii użytkowniczka "m" napisała "Mieszkam w Irlandii od wielu lat i tak bardzo brakuje mi PRAWDZIWEGO jedzenia, zwłaszcza sezonowych owoców o smaku słońca - truskawek, malin, porzeczek, ogórków, śliwek. Tutaj to wszystko jest bardzo drogie i nie smakuje tak samo jak w Polsce. W ogóle nie ma smaku, sama woda." Jak widać, u nas jeszcze nie jest tak źle. Jak jednak sprawa żywności będzie wyglądała za kilkanaście lat? Są jeszcze szanse, żeby sceny jak z "Seksmisji", kiedy w porze obiadu automat przypomina "weź pigułkę", nie były codziennością.

Justyna Tomaszewska

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje