Kilka faktów o jedzeniu warzyw i owoców

Oczywiście, że warzywa i owoce są bardzo ważne w diecie naszej i naszego dziecka, ale w codziennym życiu mamy coraz mniej czasu i sił, żeby kreować właściwe nawyki żywieniowe u dziecka, więc poddajemy się owemu "złemu wpływowi" reklam, wybierając słodycze, chipsy i wszystko to, co powoduje, że nasze dziecko chociaż na chwilę się uspokaja, a my po prostu mamy święty spokój.

W rezultacie - to co nasz maluch wyniesie z przedszkola, czyli informacje typu: warzywa i owoce są zdrowe, a chipsy i słodycze już nie, idzie w zapomnienie.

Reklama

1. Dla dzieci w wieku 4 - 6 lat WHO (Światowa Organizacja Zdrowia) zaleca jedzenie co najmniej 400 g warzyw i owoców dziennie, nie licząc ziemniaków ani innych bulw zawierających skrobię. Z dostępnych danych na temat konsumpcji, wynika, że zalecenie WHO spełnia około 15% dzieci europejskich.

2. Badania epidemiologiczne wykazały, że spożywanie dużej ilości warzyw i owoców wiąże się ze zmniejszonym ryzykiem występowania chorób przewlekłych, zwłaszcza chorób układu sercowo-naczyniowego, a także cukrzycy typu 2 oraz pewnych rodzajów raka (m.in. raka jamy ustnej, gardła, krtani, przełyku, żołądka i płuc).

3. 8,3% obciążenia chorobami w krajach UE można przypisać niewłaściwemu odżywianiu, przy czym niskie spożycie warzyw i owoców uznano za przyczynę 3,5% chorób.

4. Na ogół dziewczęta i kobiety jedzą więcej warzyw i owoców niż chłopcy i mężczyźni. Prawidłowość ta występuje również u dzieci w wieku przedszkolnym, co oznacza, że różnica między płciami uwidacznia się już w wieku, gdy wiedza o żywieniu raczej nie wpływa na zachowania.

5. Nawyki żywieniowe nabyte w dzieciństwie wydają się symptomatyczne dla rodzaju i jakości wybieranych produktów w wieku dorosłym. Im wcześniej dzieci są przyzwyczajane do jedzenia warzyw, tym większe jest prawdopodobieństwo, że będą je spożywać w wieku przedszkolnym. Osoby, które jedzą dużo warzyw i owoców w dzieciństwie, kontynuują te nawyki w życiu dorosłym.

6. Pod względem ilości dostępnych warzyw i owoców przypadających na jednego mieszkańca, Polska zajmuje przedostatnią pozycję wśród krajów unijnych. W tym kontekście za niepokojące należy uznać wyniki analiz prowadzonych przez Instytut Żywności i Żywienia, które pokazują, że spożycie warzyw i owoców w Polsce nie wzrasta w ciągu ostatnich lat. Niepokojący jest też fakt dużych różnic w spożyciu warzyw i owoców, w zależności od sytuacji ekonomicznej rodzin.

"Dziecko musi swoje odchorować" - często to słyszysz, prawda? Jest w tym porzekadle sporo racji - układ odpornościowy przedszkolaka dopiero się kształtuje, jest więc dużo wrażliwszy od systemu immunologicznego dorosłego człowieka. Dopiero 12-latek ma w pełni rozwinięty układ odpornościowy i jego organizm może bronić się przed infekcjami tak, jak organizm dorosłego.

Ale zanim to nastąpi, można zrobić naprawdę sporo, by chroniczny areszt domowy nie stał się Waszą codziennością. Menu małych smakoszy Jesteśmy tym, co jemy. W przypadku układu immunologicznego to aż nadto trafne stwierdzenie. Wystarczy wiedzieć, że 70% komórek układu odpornościowego znajduje się w przewodzie pokarmowym.

A to oznacza, że odpowiednia dieta to przynajmniej połowa sukcesu w budowaniu odporności malucha. Jeśli dostarczymy małemu organizmowi odpowiednią ilość witamin i składników odżywczych, będzie miał naturalną siłę do obrony przed bakteriami czy wirusami. Ale jeśli dieta będzie niekompletna, organizm nie tylko nie poradzi sobie z zakażeniem, ale będzie na nie jeszcze bardziej podatny. Najważniejsze jest, by maluch otrzymywał różnorodne posiłki. Ten sam zestaw obiadowy serwowany codziennie, choćby był nie wiadomo jak zdrowy, niestety nie wystarczy.

Dlatego zmieniajmy i urozmaicajmy menu, pamiętając o tym, by potrawy zawierały wszystko to, co dla sprawnego działania układu odpornościowego niezbędne - probiotyki, witaminę C, żelazo, nienasycone kwasy tłuszczowe czy wreszcie selen i cynk - niezbędne do produkcji przeciwciał. Nie biegaj, bo się spocisz... Stara dobra szkoła, wedle której "ruch to zdrowie", chyba nigdy nie starci na aktualności. Dzieci, które codziennie aktywnie spędzają czas na świeżym powietrzu, po prostu chorują rzadziej. Mechanizm jest prosty.

Taka aktywność pobudza krążenie, hartuje organizm, a także wzmacnia apetyt, więc po powrocie ze spaceru dziecko o wiele chętniej spałaszuje porcję obiadu, którą pracowicie przygotujemy w trosce o jego odporność. Ten sam czas spędzony przed telewizorem jest dla systemu odpornościowego kompletnie bezproduktywny. Mitem jest, że w czasie infekcji dzieci powinny zostać w domu. Jedynie silny wiatr, deszcz czy upał powinny jednak zatrzymać Was w domu. Jeśli jest to zwykłe przeziębienie z lekkim katarem, ale bez gorączki, w pogodny dzień można bez obaw wybrać się w teren.

Pamiętać trzeba tylko o stroju "na cebulkę". Przy zmiennej pogodzie zawsze będzie można po prostu zdjąć jedną warstwę, by maluch się nie przegrzał. Tajna broń Nawet jeśli będziemy się bardzo starać, czasem nasz dzielny przedszkolak jednak "złapie" infekcję. Zanim jednak udamy się do lekarza po plik recept na potrzebne (i czasem zupełnie niepotrzebne) leki, spróbujmy rozprawić się z chorobą domowymi metodami. Babcine receptury to niekoniecznie przeżytek. Sok malinowy, napar z lipy czy aronii, czosnek, bogata w witaminę C cytryna naprawdę działają.

Oczywiście czasem antybiotyk jest niezbędny - przy infekcji bakteryjnej bez jego pomocy niewiele zdziałamy. Ale także podczas antybiotykoterapii można pomóc małemu organizmowi w powrocie do zdrowia, stosując suplementy oparte na naturalnych składnikach, które nie tylko złagodzą przebieg infekcji, ale, stosowane regularnie, wspomogą odporność dziecka w przyszłości. Apteczne półki wprost uginają się pod naporem coraz to nowych preparatów, mających skutecznie uchronić nasze pociechy przed infekcjami i pomóc im łatwiej i szybciej zwalczyć chorobę.

Dla eko-świadomych Rodziców ważna może okazać się informacja, że zioła zastosowane w preparacie pochodzą wyłącznie z upraw ekologicznych.


Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje