Poród w wodzie

Czy zamiana porodowego łóżka na okazałą wannę wyjdzie nam i naszym dzieciom na dobre? Przekonajmy się.

Głębia rodzenia

Reklama

Narodziny to proces, któremu woda służy, przede wszystkim z perspektywy noworodka. Gdy bowiem podczas tradycyjnego porodu opuszcza przyjazną przestrzeń macicy i przeciska się przez kanał rodny, by wreszcie wydostać się na naszpikowany agresywnymi bodźcami świat, przeżywa szok.

Poród odbywający się w wodzie minimalizuje wszystkie te przykre doznania. Malec płynnie (dosłownie!) przechodzi z jednego wodnego środowiska w drugie, a zewnętrzne bodźce, które do niego docierają znad tafli, są lekko stłumione. Pod powierzchnią przebywać będzie maksymalnie minutę, po czym zostanie uniesiony. Wtedy to po raz pierwszy zaczerpnie powietrza, a jego układ oddechowy podejmie pracę. Dzięki temu noworodek jest spokojniejszy, bo najgorsze przeżycia zostają mu oszczędzone. Zaobserwowano, że dzieci tak urodzone, w pierwszych chwilach życia często wcale nie płaczą.

Poród w wodzie przestał być traktowany jako kaprys z pogranicza biologicznej ciekawostki. Z drugiej jednak strony, panie, które mają za sobą takie doświadczenie, wciąż jeszcze stanowią mniejszość wśród rodzących. Jednocześnie wiele mam, które rodziły w wodzie, nie wyobraża sobie już, aby mogły rodzić leżąc na łóżku. Zgodnie podkreślają, że zanurzając się czuły ulgę. Nie całkowite zniesienie bólu, ale wyraźną ulgę. Wyniki badań zdają się potwierdzać ich słowa.

Stwierdzono, że na ogół poród wodny trwa krócej niż ten „lądowy”, szyjka macicy rozwiera się szybciej, skurcze są mniej bolesne, dlatego środki przeciwbólowe rzadziej są w użyciu. Jak to możliwe? Przebywanie w środowisku wodnym rozluźnia mięśnie, podobnie oddziałuje na tkanki krocza, uelastyczniając je, stąd rzadziej zdarza się jego nacinanie. Łatwiej jest przyjmować wybrane pozycje, z wertykalnymi, usprawniającymi akcję porodową na czele. Dodatkowym bonusem jest niższy poziom stresu i ogólne ukojenie rodzącej.

Zapora wodna

Wodne porody mają w naszym kraju już ponad dwudziestoletnią tradycję. Mimo to chcąc tak rodzić niekiedy napotykamy na mur niezrozumienia i trudności natury praktycznej. Wyzwaniem może być już namierzenie okolicznego szpitala, oferującego omawiane udogodnienie. W Polsce takich placówek jest kilkadziesiąt. Niestety, tylko w teorii. Praktyka pokazuje, że bywa różnie. Często okazuje się, że chociaż wanna w placówce jest, akurat dziś skorzystać z niej nie można, bo… nie. Do tego dochodzą możliwe komplikacje, wykrywane w ostatniej chwili – niekiedy pacjentki skarżą się, że rzekome powikłania mogły być tylko pretekstem.

Faktycznymi przeciwwskazaniami mogą być choroby matki i wykryte wady u płodu, nieprawidłowe ułożenie dziecka w macicy, przodujące łożysko, zanieczyszczone wody płodowe, ciąża mnoga, niedonoszona bądź sklasyfikowana jako zagrożona oraz wszelkie tzw. położnicze patologie.

W niektórych szpitalach poród w wodzie w dalszym ciągu uchodzi za luksus, za który trzeba dodatkowo dopłacić, około 300-500 zł, w przypadku placówek prywatnych, zwykle jest wliczony w cenę. Zdarza się też, że jednym z warunków kwalifikacji jest ukończenie szkoły rodzenia. Choć nie jest to konieczność, zaleca się, by poród w wodzie był porodem rodzinnym, przede wszystkim przez wzgląd na dobrostan i bezpieczeństwo położnicy – w razie jakichkolwiek komplikacji tata dziecka lub inna osoba pomoże położnej wyjąć kobietę z wanny.

Wielki błękit w praktyce

Dla porządku – należy podkreślić, że poród w wodzie i urodzenie dziecka do wody, to dwie różne sprawy. W pierwszym wariancie kobieta przebywa w wannie podczas pierwszej fazy porodu, przede wszystkim celem łagodzenia skurczów, czasem po to, by przyspieszyć akcję porodową, ale sam etap parcia odbywa się już na łóżku lub w innym miejscu. Często jest to decyzja rodzącej, która postępuje intuicyjnie, czując, że tak będzie lepiej. A czasem takie zejście na ląd jest uwarunkowane przebiegiem porodu, gdy np. akcja zamiast przyspieszyć zwalnia lub kiedy pojawiają się komplikacje. Z kolei urodzenie dziecka do wody oznacza, że przychodzi ono na świat w wannie, zdarza się też, że tam jeszcze odbywa się trzecia faza porodu, czyli poród łożyska.

Sala z wanną dla rodzącej jest nagrzana do temperatury ok. 27 stopni Celsjusza, po to, by zapewnić kobiecie oraz jej nowo narodzonemu dziecku maksimum komfortu. Z kolei woda ciepłotą przypomina ludzkie ciało i podczas porodu jest wymieniana nawet kilkakrotnie, w zależności od potrzeb. Zapis KTG wykonuje się po raz pierwszy przed wejściem do wanny, a kolejne monitorowania odbywają się podczas przerw w zanurzaniu – zaleca się bowiem, aby położnica opuszczała wannę co 30 minut, wówczas jest czas na pomiary, badania i ocenę postępu porodu.

Czy warto rodzić w wodzie? Najwięcej do powiedzenia w tej kwestii mają te osoby, które przeżyły przynajmniej dwa porody –  jeden w wodzie oraz ten klasyczny i mogą je porównać. Z całą pewnością omawiane rozwiązanie może przynieść wymierne korzyści. Na ogół jednak nie przeciwwskazania nas blokują, a możliwości, które ma dana placówka. Pozostaje mieć nadzieję, że doczekamy czasów, kiedy wannę będzie mieć każda szanująca się porodówka, a dostęp do tego urządzenia sanitarnego będzie mieć każda rodząca.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje