Czy można przeżyć orgazm podczas porodu?

Biblijna, grzmiąca groźba: „w bólu będziesz rodziła dzieci” po dziś dzień straciła niewiele na aktualności. Mimo coraz powszechniej stosowanych różnych form znieczulenia i innych udogodnień oferowanych ciężarnym, cierpienie wydaje się być nieodłącznym elementem porodu. Są jednak kobiety gotowe przysiąc, że rodząc doświadczyły prawdziwej ekstazy.

Czy możliwe jest przeżycie orgazmu podczas porodu? Na ogół matki mające już za sobą narodziny pierwszego (i kolejnego) dziecka na tak postawione pytanie reagują oburzeniem lub, w najlepszym wypadku, rozbawieniem. Nie cichną też głosy zgorszenia, wszakże traktowanie rozwiązania jak doznania erotycznego, to zdaniem wielu wynaturzenie, mitologizacja masochizmu, bądź zjawisko co najmniej niesmaczne.

Reklama

Osoby sceptycznie nastawione do omawianej idei wskazują też na dobro i komfort psychiczny dzieci urodzonych w taki sposób – jak się poczują, gdy po latach dowiedzą się, że za ich sprawą matka przeżyła orgazm? Skrępowanie, zażenowanie, konsternacja – to pierwsze nasuwające się skojarzenia. Jednakże nie można zaprzeczyć, że poród nierozerwalnie wiąże się z seksualnością kobiety. Fakt, że zachodzi ona w ciążę jest przecież jednym z niezaprzeczalnych elementów jej atrakcyjności. Współżycie, a także masturbacja podczas odmiennego stanu przestają być tematami tabu, dlaczego więc domniemane porodowe rozkosze budzą tyle negatywnych emocji?

Idealny scenariusz

Według zwolenników tej teorii rozwiązanie drogami natury jest nie tylko oczywistą konsekwencją aktu seksualnego, ale również jego swoistym przedłużeniem. Obrazowo przedstawia to Michel Odent, francuski chirurg oraz autorytet w kwestii ciąży, narodzin i połogu. Zdaniem badacza poród w miejscu, gdzie dziecko zostało poczęte stanowi realizację scenariusza najbardziej idealnego z możliwych. Niektórzy idą jeszcze dalej, przekonując, iż oba doświadczenia: miłosne zespolenie i akcja porodowa są bardzo podobne w swej naturze – zwykle odbywają się w intymnym otoczeniu, w obecności niewielu osób, towarzyszy im nagość oraz charakterystyczne dźwięki. 

Istotnie, niekiedy wzajemny wpływ tych zjawisk ma także wymiar praktyczny – uprawianie seksu to znany od stuleci sposób na wywołanie opóźniającego się porodu. Tę metodę przyspieszenia przenoszonej ciąży „przepisuje” pacjentkom część ginekologów, chociaż jej skuteczność nie została w stu procentach potwierdzona. 

Kobietom, które na sali porodowej przeżyły prawdziwą gehennę trudno jest uwierzyć, że przejście średnio trójkilogramowego dziecka przez kanał rodny może być odczuwane jako odurzająca przyjemność. Nie brak też matek, które pierwotnie planowały założyć dużą rodzinę, ale poprzestały na jednym dziecku, właśnie z powodu przeżytej traumy. Wszystkie one mogą z rezerwą odnosić się do koncepcji porodowych rozkoszy.

W rzeczywistości poród obfitować może w całą gamę przeżyć, nie tylko zabarwionych bólem. Nie sposób uciec od kolejnych analogii do miłosnego aktu – bowiem niewielki, podniecający ból jest na ogół nieodzownym elementem seksu. Badacze hołdujący orgazmicznym narodzinom przekonują, że są one jak najbardziej możliwe z biologicznego punktu widzenia – podczas akcji porodowej ma miejsce wyjątkowo intensywna stymulacja dróg rodnych, dodatkowo ma miejsce wydzielanie się hormonów, jak m.in. oksytocyna (jej gwałtowny wyrzut następuje też podczas szczytowania w akcie seksualnym) i uśmierzające ból endorfiny.

Dlaczego jednak doznania ekstatyczne tak rzadko są udziałem rodzących? Zdaniem krzewicieli idei ekstazy, winę za ten stan rzeczy ponosi współczesna technicyzacja oraz postępująca medykalizacja porodu, zakłócające jego naturalny przebieg. Dziś kojarzy się on z operacją, a nie z intymnym przeżyciem, tym samym odzierany jest z całej mistycznej oprawy, która według orędowników tej nietypowej metody powinna mu towarzyszyć. Postęp technologiczny nie ominął też oddziałów położniczych. I całe szczęście, wszak urządzenia ratujące życie matki oraz dziecka to sprzęty pierwszej potrzeby, niestety – często rzeczywiście są w użyciu, bo mniejsze lub większe komplikacje zaburzające cud narodzin wciąż się zdarzają i zdarzać się będą.

Gdzie najlepiej rodzić?

Z drugiej jednak strony, współczesne sale porodowe w polskich szpitalach w większości nie oferują warunków sprzyjających rodzeniu w ekstazie. Należy uświadomić sobie jedno – tradycyjna szpitalna porodówka czy cały porodowy trakt nie są miejscami, gdzie można doświadczyć odosobnienia, intymności czy zmysłowej bliskości partnera i nowo narodzonego dziecka. Do tego ideału zbliżają się warunki oferowane przez prywatne kliniki, za które należy jednak słono płacić, bądź porody zaaranżowane w domu, choć to też nie jest rozwiązanie możliwe i dostępne dla wszystkich.

Jak zatem przeżyć ekstazę rodząc? Brytyjska guru położnictwa, Sheila Kitzinger przekonuje, że nie należy obierać orgazmu za cel i przesadnie się na nim koncentrować. Zamiast tego lekarka proponuje wsłuchanie się w komunikaty wysyłane przez własne ciało, podążanie za tym, co podpowiada instynkt. Jej zdaniem na ekstazę trzeba się też po prostu otworzyć, zamiast nastawiania, czy wręcz programowania się na ból. Taka postawa zaowocuje wzmożonym napięciem mięśniowym i już na wstępie utrudni akcję porodową. Im mniej agresywnych bodźców, tym lepiej. Porodowej rozkoszy służyć mają za to: przyciemnione światło, delikatna muzyka sącząca się w tle, wspierająca położna…

Według matek, które twierdzą, że przeżyły poród w ekstazie, nie bez znaczenia jest też możliwość przebywania w wodzie, kojące polewanie wodą pleców rodzącej, etc. Orgazm (nawet wielokrotny) towarzyszący parciu oraz przechodzeniu dziecka przez kanał rodny nie jest doświadczeniem zarezerwowanym wyłącznie dla wybranych, w rzeczywistości niemal każda kobieta, niezależnie od wieku, budowy ciała tudzież uprzednich doświadczeń może doświadczyć orgazmicznego rozwiązania, pod warunkiem, że wszystko odbędzie się jak najbardziej naturalnie, zgodnie z intuicją. Fakt, że rozwiązanie odbyło się drogą pochwową nie oznacza jeszcze, że poród był w pełni naturalny, jak się okazuje, na takie miano zasługuje niewielki odsetek rozwiązań. Podobno niekiedy zdarza się, że rozwiązanie ciąży zwieńczone orgazmem „przydarzy się” nieświadomej niczego pierworódce, ale trudno oczekiwać takiego zdarzenia podczas typowej procedury w szpitalu.

W dzisiejszych czasach obecność partnera przy narodzinach powinna być już standardem (który i tak weryfikuje rzeczywistość). Ojciec dziecka może aktywnie wspomagać partnerkę, zdaniem zwolenników orgazmicznego porodu, jego czuły dotyk (delikatny masaż, a nawet pieszczoty) i bliskość fizyczna mają bezpośrednie przełożenie na wzmożenie ekstatycznych doznań rodzącej. Jednak również i w tej kwestii oponenci wskazują na możliwe negatywne następstwa – dla niejednego mężczyzny, nawet wydawałoby się, psychicznie przygotowanego na ten widok, poród może wywołać szok oraz zaowocować prawdziwą traumą.

Nie każdy jest gotowy na takie przeżycie

Wśród ojców obecnych na porodówce są i tacy, których dotknęła tzw. impotencja poporodowa – uraz seksualny w skrajnych przypadkach uniemożliwiający współżycie w ogóle, a wszystko to z powodu scen, jakie obejrzeli. Wówczas przestają widzieć w żonie pociągająca kobietę, ponieważ mają w pamięci niedawne flashbacki z porodówki. A jest co wspominać! Krew i inne płyny ustrojowe, wykrzywiona twarz położnicy, a nawet ekskrementy. Panowie to bowiem wzrokowcy, natomiast takie widoki mają to do siebie, że powracają w najmniej odpowiednim momencie. Wszystko to może skutecznie ugasić pożądanie.

Zwykle kobiety mające urodzić (a zwłaszcza pierworódki) z niewiadomych przyczyn zastrasza się mrożącymi krew w żyłach opowieściami o porodach z piekła rodem. Jedno jest pewne, perspektywa ekstazy może znieść paniczny lęk przed porodem, dlatego warto, by ciężarna zapoznała się z tą ideą.

Aleksandra Bujas

Dowiedz się więcej na temat: poród | orgazm | kobiecy orgazm

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje